Bez kategorii

tajemnica świeżutkich domowych bułeczek

Dawno dawno temu w którymś z moich ajfon miksów było zdjęcie śniadaniowych bułeczek które piekę w każdy weekend. Kilka z Was pytało o przepis. Dzisiaj zdradzę całą tajemnicę pozyskiwania i pieczenia owych pysznych chrupiących bułeczek.

Cały sekret polega na tym, żeby będąc na zakupach włożyć do koszyka walcowate opakowanie zawierające surowe bułkowe ciasto.

Naszym ulubionym rodzajem są duże rozwarstwiające się bułki o maślanym aromacie.

Opakowanie zawiera 10 bułek. W sklepach można je znależć w sekcji z nabiałem w lodówkach.

Z tyłu są dokładne instrukcje przygotowania i pieczenia.

Żeby oworzyć opakowanie trzeba zedrzeć wierzchnią papierową warstwę.

Wszystko jest jasno i przejrzyście oznaczone 😉

To jest najbardziej straszliwa część przygotowywania bułek. Opakowanie ma tendencje do wybuchania mi w rękach (uwierzcie- nie jest to najprzyjemniejsze doświadczenie)

Wybuch najczęściej przyciąga uwagę Nuszkisławy :3
W opakowaniu kryje się 10 surowych płaskich bułek ułożonych jedna przy drugiej.

Po wyjęciu z opakowania rozkładam bułeczki na blaszce wyłożonej albo folią albo papierem do pieczenia tak, żeby się nie dotykały.

I posypuję delikatnie gruboziarnistą solą

i makiem.

Wkładam na około 10 minut do piekarnika…

i wyciągam pachnące, chrupiące, przepyszne bułeczki ^^

Nie ma żadnego problemu z przyleganiem do folii albo papieru.
Bułeczki zjeżdzają z blaszki prosto na talerz.

Ciasto przypomina trochę francuskie wielowarstwowe pieczywo.
Nie potrzeba noża żeby przekroić taką bułkę.

Wystarczy delikatnie oddzielić warstwy.

Mi zazwyczaj udaje się każdą bułeczkę rozdzielić tak, żeby mieć 3 niewielkie kanapki.

Na samym dole z dżemem truskawkowym, po prawej na górze z serkiem i plasterkiem bekonu, na górze po lewej z pamidorem i rukolą.

Buziaki!

Previous Post Next Post

20 komentarzy

  • jamapi 14 października 2013 at 04:54

    U nas takich wynalazków nie widziałam, a szkoda …

  • Aneta Starosta 14 października 2013 at 05:01

    Jakie to proste 🙂
    Mniam!

  • yasmin najlepsza 14 października 2013 at 06:41

    w niemczech tez mamy 😉

  • katarzyna.marika 14 października 2013 at 06:59

    Też bym takie chciała 🙁

  • pannaamagdalena 14 października 2013 at 07:06

    Bułeczki naprawdę wyglądają smakowicie:)
    u siebie w sklepach nie widziałam tego ciasta

  • niemilcząca 14 października 2013 at 08:14

    oomomomomom wyglądają pysznie! dzięki za post! 🙂

  • KasiaS1980 14 października 2013 at 09:52

    Nie widziałam u nas czegoś takiego, w najlepszym wypadku można kupić gotową mieszankę, którą trzeba rozmieszać z wodą, odstawić do wyrośnięcia i samemu powycinać, itd. W innym razie musimy robić wszystko od podstaw 🙁 Buuu 🙁

  • Dolly Cocossino 14 października 2013 at 11:25

    uwielbia takie posty! wygladaja rewelacyjnie ! u nas niestety nie spoytkalam takiego gotowego mixu …:(
    buziaki

  • zoila 14 października 2013 at 11:37

    Opcja dla leniuchów :D. Szkoda, że u nas nie widziałam takiego ciasta.

  • Buduar Margotki 14 października 2013 at 15:58

    Ooooo, takie ciasto mogłabym upiec. Ostatnio koleżanka opowiadała mi również o płasko pakowanym cieście francuskim, które można znaleźć w zamrażarkach w hipermarketach. Może się zapędzę….
    Tylko się obawiam, że nawet takie ciasto wyjdzie mi z zakalcem. Potrafiłam skiepścić każdy przepis.
    Margotka Hero!

  • annakondzia 14 października 2013 at 21:40

    Jak dla mnie za dużo roboty. Ja jestem zakochana w gotowych bułeczkach do upieczenia. Chrupiące na zewnątrz, mięciutkie w środku, cieplutkie, na to odrobina masełka ( nie margaryny )….Pychota! Te też wyglądają smakowicie. 🙂

  • Patrycja Michniewicz-Jarosz 15 października 2013 at 12:29

    Świetny efekt końcowy, też lubię robić swoje bułeczki 🙂

  • Joanna (kosmetyczny-przekladaniec) 18 października 2013 at 17:46

    Kurde, wyglądają niesamowicie smacznie, szkoda że u mnie takich nie ma, bo w Anglii najbardziej z żywieniowego punktu widzenia, doskwiera mi brak pysznych, świeżych bułeczek 🙂 Miałam w takim opakowaniu gotowe ciasto na croissanty, te wybuchanie to też nie na moje nerwy :/

  • BasiaGryfino 20 października 2013 at 09:55

    Uwielbiałam te "bułki z puszki", tak je nazywaliśmy 😉 Teraz można je kupić w sklepach niemieckich. Próbowałam – ale nie są tak smaczne w USA…

  • *Natalia* 21 października 2013 at 08:03

    Oj, zjadłabym – pyszności 😀

  • Leave a Reply