Browsing Tag

NARS

Bez kategorii

Ulubieńcy listopada 2012- czyli jakich kosmetyków używam na co dzień.

Zauważyłam, że tag “ulubieńcy” danego miesiąca jest bardzo popularny na wielu blogach, wiec postanowiłam podzielić się z Wami moimi codziennymi kosmetycznymi przyjaciółmi.

Pielęgnacja twarzy


Od prawej strony zaczynając:

olejek arganowy– moje odkrycie wszechczasów. Używam go od ponad półtora roku codziennie wieczorem na twarz i szyję. Polecam wszystkim. Rewelacyjnie nawilża, zapobiega powstawaniu zmarszczek, zmiękcza i wygładza skórę. Jest niesamowicie wydajny.

żel do mycia twarzy Simple oraz chusteczki do demakijażu Simple– uwielbiam! delikatne, nawilżające, świetnie zmywają tusz do rzęs, cienie, puder. Bezzapachowe, antyalergiczne.

balsam do ust z olejkiem migdałowym i woskiem pszczelim Cat’s Little Corner– mój własnoręcznie robiony cudotwórca. Świetny na noc, smaruję się nim wieczorem. Kiedy się budzę balsam jest czały czas na ustach 🙂

Pond’s krem na dzień- używam go jako kremu BB własnej roboty po dosypaniu do niego mineralnego pudru sypkiego (na zdjęciu przy makijażu)

NARS Lightening Cream na noc- zaczęłam go używać niedawno, więc nie mogę o nim jeszcze nic konkretnego napisać. Jest przyjemny i dobrze nawilża, używam zamiennie z olejkiem arganowym.

Collagen Gel Patches– raz w tygodniu robię kurację kolagenową pod oczy. Miłe żelowe płatki delikatnie chłodzą i odprężają okolice pod oczami, redukują opuchliznę i rozjaśniają cienie.

Pielęgnacja ciała

Od prawej strony:

The Body Shop Spiced Vanilla body scrub- świetnie pachnie, świetnie nawilża, świetnie odświeża skórę. Polecam.

The Body Shop Coconut body butter- mój ulubieniec ze wszystkich ulubieńców. Rewelacyjna konsystencja. Wielogodzinne nawilżanie. Zapach, który z biegiem czasu stał się moim ulubionym. Polecam z uśmiechem 🙂

Filcowane mydło– własnoręcznie robione mydło metodą cold process, które własnoręcznie ofilcowałam 🙂 wełną z merynosów. Działa jak delikatny peeling i świetnie masuje. Ma zapach Vanilla Musk. Bardzo je lubię.

Dezodorant Lady Speed Stick– używam tej firmy od lat. Obecnie mam zapach Coconut Lime. Nie jest moim faworytem, ale chroni przed nieprzyjemnym zapachem tak jak wszystkie inne, których próbowałam.

Dark Kiss Bath and Body Works– żel pod prysznic. Dobrze się pieni, ma miły zapach, który długo utrzymuje się na skórze.



Makijaż






Od prawej strony:

korektor Covergirl numer 610 Classic Ivory- dobrze kryje, nie trzeba robić poprawek w ciągu dnia. Jeśli chcę zamaskować coś ciemniejszego muszę położyć dwie warstwy, ale nie jest to dla mnie wielkim problemem 🙂

Mineralny puder sypki Physicians Formula w odcieniu creamy natural. Super lekki, półkryjący, idealnie dopasowuje się do koloru mojej skóry.

Mały słoiczek to zrobiony przeze mnie krem BB. Połączyłam krem na dzień Pond’s i mineralny puder sypki Physicians Formula. Jest lekki i półkryjący, nadaje subtelny kolor. Jestem zaskoczona wynikem tego eksperymentalnego połączenia. Na plus 🙂

Róż do policzków The Body Shop– miłe opakowanie, miły aplikator, miła konsystencja, przyjemy kolor. Dla mnie strzał w 10.

Oko



Od prawej

Cienie do powiek Inglot Integra w odcieniach fioletu (kupione w Polsce)

Cienie do powiek Inglot Integra w odcieniach turkusu (kupione w Polsce)

Cień do powiek Covergirl w odcieniu Pink Chiffon

Tusz do rzęs Rimmel black (kupiony w Polsce)

Od prawej:

kredka do brwi L.A. COLORS brązowa

kredka do oczu essence numer 18 everybody’s darling (kupiona w Polsce)

kredka do oczu essence numer 08 teddy (kupiona w Polsce)

kredka do oczu essence numer 19 all I want (kupiona w Polsce)

kredka do oczy Pierre Rene numer 10 (kupiona w Polsce)

kredka do oczu Sensique numer 116 (kupiona w Polsce)

kredka do oczu satin touch kohl My Secret numer 16 fuchsia (kupiona w Polsce)

kredka do oczu essence numer 20 scream green (kupiona w Polsce)

Zapachy

Od prawej

Dolce & Gabbana Light Blue- uwielbiam

Victoria’s Secret Bombshell- uwielbiam

Victoria’s Secret Very Sexy- idealny na chłodniejsze dni, na ciepłe jest dla mnie za ciężki

Bath and Body Works aromatherapy Mandarin and Lemongrass- idealny zapach na noc. Utrzymuje się na skórze do rana. Czasem uzywam go do popachnienia pościeli 🙂

Bath and Body Works Night Blooming Jasmine- jestem zakochana w tym zapachu po uszy. Rewelacja!

Włosy




Od prawej:

John Frieda full repair szampon do włosów- świetnie pachnie i wyraźnie nawilża.

John Frieda full repair odżywka do włosów- doskonale nawilża i zapobiega puszeniu, poprawił się stan końcówek włosów, łatwo się rozczesują.

Malutka butelczynka oleju arganowego do włosów One’n only używam razem z prostownicą i zawsze wtedy kiedy chcę nadać włosom więcej blasku.

Spray nabłyszczający John Frieda frizz-ease- super nabłyszcza nie przetłuszczając włosów.

Jeśli macie jakieś pytania odnośnie wyżej wymienionych kosmetyków dajcie znać, chętnie odpowiem.

Pozdrawiam!

Bez kategorii

Zakupy ROSS, CVS, Target. NARS epic win!

Byłam dzisiaj na zakupach w trzech sklepach. Kupiłam kilka miłych rzeczy i jednego bubla.

Na początku odwiedziłam CVS.
Dostałam rano emaila z kuponem promocyjnym na darmową tubkę kremu do rąk CVSowej linii Essence of Beauty.
Nie byłabym sobą, gdybym nie skorzystała 🙂
Do wyboru były trzy zapachy: kwiat wiśni, słonecznik i limonka z kokosem. Tak jak przewidywałam, najbardziej przypadł mi do gustu słonecznik. Bardzo miły, wakacyjny, kwiatowy i lekki zapach.

Przespacerowałam się po sklepie, z nadzieją, że znajdę jeszcze coś miłego w promocji. Trafiłam na suchy szampon do włosów Suave. Miałam kiedyś małą próbkę i pamiętam, że byłam z niego zadowolona. Był w promocji 50% off. $3,95 na $1,97. Przy kasie okazało się, że szampon jest jeszcze tańszy 🙂

Za szampon i krem do rąk zapłaciłam razem 94 centy. Happy Cat 🙂

Następnym sklepem był Target.
Kupiłam korektor Covergirl w odcieniu 610 Classic Ivory. Bardzo jasny, bałam się, że będzie zbyt jasny, ale okazało się, że pasuje mi idealnie.

Następny zakup to cień do powiek Covergirl w kolorze Pink Chiffon. Nie mam jasnego cienia bazowego. Myślę, że ten będzie dobry, bo przetrwał dzisiejszy dzień bez niespodzianek.

Ostatnią rzeczą jaką kupiłam w Target jest Eyeliner SCANDALEYES Waterproof 25h w żelu Rimmel. Wiem, że jest dużo wielbicielek tego kosmetyku. Moje osobiste doświadczenie nie podziela jednak ich entuzjazmu. Eyeliner ten nigdy nie zastygł na mojej skórze. Cały czas był lepiący i klejący. Po kilku mrugnięciach wyglądałam jak panda, mimo, że długo czekałam na to, aż łaskawie wyschnie. Nie dość tego idealnie zmył się wodą. Tragedia.

Przy najbliższej okazji wymienię go na inny, mam nadzieję że lepszy.
Po wykorzystaniu kuponów zapłaciłam za wszystko $10 i kilka centów.

ROSS
Na zakończenie pojechałam do mojego ulubionego sklepu ROSS. Kupiłam kilka bluzek z długim rękawem dla mojej małej córci, która rośnie w ekspresowym tempie i wszystkie bluzki, które posiada mają przykrótkie rekawy 🙂
Zahaczyłam o zakątek z kosmetykami. Wpadły mi w ręce dwie rzeczy. Mini spray ochronny Thermal Shield Biosilk ($2,99) oraz tajemniczo wyglądający biały kartonik z napisem, który już gdzieś wcześniej widziałam. Obie rzeczy wyglądają tak:

Jestem totalnie zielona i nieopierzona jeśli chodzi o kosmetyki, ich marki i i co do czego służy 🙂 Od niedawna podczytuję blogi kosmetyczne dziewczyn i już mam pewne przebłyski.

Kartonik nie miał ceny i był na tyle interesujący, że postanowiłam zabrać go ze sobą do kasy, żeby ustalić ile kosztuje. Marka NARS mignęła mi kilka razy przy czytaniu blogów, ale tylko jeśli chodzi o kolorówkę.
Trafiłam do kasy z bardzo miłym panem, który wychwycił mój jakże egzotyczny w tej części świata akcent. Poprosiłam, żeby najpierw sprawdził ile kosztuje krem. Pan powiedział, że wygodniej mu będzie wszystko skasować i na końcu zająć sę kremem, który odłożył na bok.W międzyczasie porozmawialiśmy o Polsce i zimie, różnicach klimatycznych i zwyczajach świątecznych. Kiedy po zapłaceniu rachunku brałam torbę z zakupami, panu przypomiało się o kremie. Wziął do ręki kartonik, przeprosił, że zapomniał sprawdzić cenę, papatrzył na krem, na mnie, na krem, na swój segregator z kodami i cenami, potem znowu na mnie, po czym zapytał, czy kupię krem za $3,99.. Popatrzyłam na krem, na pana, na krem i jeszcze raz na pana i powiedziałam, że wezmę, ale za $2,99 🙂 Pan z radością się zgodził i zaczął szukać kodu kreskowego z odpowiednią ceną. Po poszukiwaniach, okazało się, że nie znalazł kodu na $2,99. Znalazł na $2,49. W taki oto sposób stałam się właścicielką NARS Lightening Cream.
Po powrocie do domu z ciekawości przeszukałam internety i znalazłam takowe kremy w cenie oscylującej pomiędzy $80 a $180. Epic win!

Dzisiaj zacznę go używać i nie omieszkam wrócić z recenzją.

Ściskam i buziakuję!