Browsing Tag

denko

Bez kategorii

dla nich trud skończony- moje perfumowe zużycia ostatnich miesięcy

Zanim zacznę podsumowanie mojego aktualnego zbioru zapachów, napisze kilka słów o tych, które skończyłam jakiś czas temu.

zebrało się kilka buteleczek

Celine Dion- Celine Dion udało mi się je skończyć po kilku latach 😀
nuty zapachowe: białe drewno, kwiat pomarańczy, drzewo sandałowe, żółta róża, plumeria, piżmo, fiołek, jaśmin,  bursztyn, konwalia, czerwone jagody

Victoria’s Secret Sheer Love- nie było między nami miłości 🙁
nuty zapachowe: kwiat bawełny, lilia, rumianek, aloes

AVON Miami Party, bardzo miły, wakacyjny, lekki i świeży
nuty zapachowe: czerwona pomarańcza, pithaya (smoczy owoc), lilia wodna, kumkwat, drewno tekowe, bursztyn, piżmo, cyklamen, liść palmy

AVON Simply Her, lekki zapach na co dzień
nuty zapachowe: pomarańcza, lilia, cedr

Burberry London
nuty zapachowe: jaśmin, mandarynka, wiciokrzew, róża, piwonia, plumeria, pizmo, paczuli, klementynka,  drzewo sandałowe

Burberry Weekend
nuty zapachowe: brzoskwinia, kwiat brzoskwini, niebieski hiacynt, piżmo, mandarynka, irys,  róża, cyklamen, cedr,  fiołek, szałwia, rezeda żółtawa

Z całej tej grupy najbardziej lubiłam Miami Party 🙂 Sporo razy pisałam, że moje ulubione zapachy są cytrusowo-świeże. Ostatnio zauważyłam, że zaczynam skłaniać się również w stronę nut kwiatowych.
Buziaki!

Bez kategorii

ich trud już dawno skończon- czyli kolejne denko na YouTube

Zbierałam się do nakręcenia denkowego filmiku ponad miesiąc.. Poważnie.
Albo nie miałam ochoty, innym razem światło było nie takie, włosy nie chciały mi się układać, musiałam coś załatwić i za późno wróciłam.. Zawsze coś 😉
W końcu się ogarnęłam i nagrałam 🙂

Zapraszam na film:

Kliknij- przeniosę Cię do filmiku 






***************************************

Bonusowe zdjęcia masełkowych opakowań The Body Shop po dekupażowej transformacji o których opowiadam na końcu:

Buziaki!

Bez kategorii

Ich trud już dawno skończon czyli denko! wersja YouTube

Zdecydowałam się jednak na filmik denkowy.

Usiadłam i nagrałam wszystko za pierwszym razem bez poprawek 😉 więc wyszło raczej spontanicznie.
Zauważyłam, że rozkręcam się w miarę upływu czasu i mówienie przychodzi mi łatwiej z każdą minutą. Ciekawe ile jeszcze będę musiała nagrać filmików, żeby od samego początku być wyluzowana 😀
Pewnie ze sto 😉
Zapraszam na denko:

Buziaki!

Bez kategorii

ich trud już dawno skończon, czyli przedsmak kolejnego dna ;)

Zbieram i zbieram. Kobiety sprzed milionów (?) tysięcy (?) lat zajmujące się zbieractwem byłyby ze mnie dumne 😉
Od kilku miesięcy gromadzę puste opakowania i już nie raz musiałam ich bronić przed wyrzuceniem 🙂
Juz niedługo się z nimi rozprawię i napiszę Wam co nieco o kosmetykach oraz czasoumilaczach, które w nich były.

Niewesoła wiadomość jest taka, że mój aparat wyzionął ducha na dobre i jego naprawa szacowana jest na połowę wartości nowego.. Zdecydowaliśmy, że jak przyjdzie odpowiedni finansowy moment kupimy nowy sprzęt. Teraz muszę zadowolić się telefonowym klikaczem..

Tak ogólnie prezentuje się góra, którą będę musiała ogarnąć w najbliższym czasie:

Troszkę szczegółów:

Trochę zastanawiałam się czy nie zrobić denkowego podsumowania na YT, ale tyle tego się nazbierało, że filmik byłby zdecydowanie zbyt długi 😉

Buziaki!

Bez kategorii

Coś się kończy, coś się zaczyna..

Mi na przykład ostatnio skończyło się kilka kosmetyków i nie-kosmetyków, których opakowania wylądowały w pojemnej torbie z Bath and Body Works. Odkąd zaczęłam pisać bloga mam motywację, żeby wykończyć wszystkie pootwierane i nie-do-końca-zużyte produkty. Są ich jeszcze miliony 😉

Poprzednie denko *TUTAJ*

Oto co tym razem znalazło się w denkowej torbie:

6 mydeł antybakteryjnych w piance i jedno w żelu z Bath and Body Works
nie jest tajemnicą jaki zapach podbił moje serce ostatnimi czasy *KLIK*
Dwa opakowania po kremach pod prysznic.
True blue spa- delkiatny, nawilżający, średnio się pienił.
Breathe Comfort- cudny waniliowo-mleczny zapach, konsystencja balsamu do ciała, zero piany 😉 Już nie ma tej linii w sprzedaży..
Cztery żele pod prysznic.
Fioletowy Aromatherapy night time tea- lawendowy zapach, który bardzo szybko zaczął mnie drażnić..
Orange Sapphire- uwielbiam- zapach bloody orange.. Mmmmmmmm ❤
Sheer Frezja- spory zawód, pachniał kwiatowo, ale to nie były kwiaty frezji..
Secret Wonderland- jeden z niewielu złożonych zapachów, który sprawia mi przyjemność 🙂
Niekosmetycznie 🙂
Woski do kominków, o których możecie poczytać *TUTAJ*
Małe buteleczki szamponów i odżywka marki Clear. Spodobały mi się do tego stopnia, że teraz używam pełnowymiarowego opakowania 🙂
Mała odzywka TRESemme na rozdwojone końcówki- ehhh.. cóż, odżywka jak odżywka (rozdwojonych końcówek bynajmniej  nie naprawiła)
Delikatnie peelingujące mydełko naturalne z płatkami owsianymi marki Nature’s Gate. Sprawiało mi przyjemność za każdym razem kiedy go używałam. Bezzapachowe, dobrze się pieniło, delikatnie masowało i peelingowało. Nie zauważyłam nawilżania- skóra była lekko napięta i troszkę przesuszona. Mam jeszcze jedną kostkę 😀

Próbki i próbeczki.

Origins Plantscription z filtrem SPF 25, antystarzeniowy 😉 średnio przyjemny, chemiczno-ziołowo-roślinny zapach- bardzo podobny do linii Nutriganics z The Body Shop.

SKIN79 tlenowy preparat zmywający kremy bb. Ciekawe doświadczenie. Płyn w kontakcie ze skórą pęczniał i można było odczuć jak pękają małe tlenowe banieczki 🙂 Serio! Spełniał swoje zadanie. Wydajny- ta mikroskopijna próbeczka starczyła mi na 3 użycia.

Black Head Pore Strip marki Pilaten. Maseczka na okolice nosa, która działa jak plaserek peel off. Produkt ma za zadanie oczyścić naszą skórę z wągrów i zaskórników. Używałam jej razem z mężem. Przy systematycznym stosowaniu widać rezultaty. Bardzo wydajna.

Primera- peeling do ciała ze sproszkowanymi nasionami lotosu, kiełkami jagody i brązowym cukrem. Ma przezroczystą konsystencję o gęstości nie do końca zastygniętej galaretki z zatopionymi drobinkami. W kontakcie z wodą momentalnie zamienia się w mleko. Serio! Ma przemiły zapach ale wcale a wcale nie peelinguje..

Krem i esencja koreańskiej marki The History Of Qi and Jin. Ciekawy duet. Ma bardzo charakterystyczny zapach. Pachnie jak bardzo elegancka, spryskana ciężkimi perfumami starsza pani w futrze wyjętym z szafy w której wiszą saszetki na mole.

Wkład do zapachu do kontaktu marki Bath and Body Works. Jestem maniakiem ładnego zapachu w domu. W każdym pomieszczeniu mam w kontakcie odświeżacz/umilacz powietrza z serii Wallflower. Uwielbiam tę linię. Najbardziej lubię zapach drzewka choinkowego 🙂 Czasami pachnie u mnie Bożym Narodzeniem w środku lata 😀
Zgrupowanie różności kolorowych.

Tusz do rzęs marki Black Radiance (firma kosmetyczna dla czarnoskórych) kupiłam go w strasznym pośpiechu. Skończył mi się tusz do rzęs i przypomniałam sobie o tym w kolejce do kasy. Chwyciłam pierwszy lepszy z przykasowego stojaka.. Błąd.. Za każdym razem byłam pandą.. Porażka..

Dwa kilkuletnie błyszczyki niewiadomych firm wygrzebane z czeluści torebek. Najśmieszniejsze jest to, że oba dostałam i żadnego z nich nie miałam na sobie ani razu.. Oba naszpikowane brokatem do granic możliwości 😀

Pomadka Maybelline w kolorze pastelowej marchewki. Po brzegi wypełniona brokatem.. Skąd ja mam takie wynalazki?

Tusz do rzęs Almay one coat. Bradzo go lubiłam. Świetnie wydłużał i rozdzielał rzęsy. Wygodna szczoteczka i miły kolor (brown/black) niestety wysechł na wiór po trzech miesiącach..

Trzy dezodoranty.

Próbka Dove. Antyperspirant o miłym zapachu. Skuteczny, zapewniał ochronę na cały dzień.

Lady Speed Stick w kulce. Zdecydowanie wolę wersję w sztyfcie. Kulkowa nie działa tak długo. Miły zapach.

Fa Active Pearls. Bardzo sympatyczny różany zapach. Skuteczna ochrona. 

Obszerna recenzja *TUTAJ*
L’Oreal mineralny eyeliner w proszku- porażka nad porażkami. Zero pigmentu, natychmiastowy efekt szarej pandy, straszna aplikacja..
Własnoręcznie robiony tinted moisturizer. Krem nawilżający plus sypki puder mineralny 🙂 Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał do momentu, w którym przestałam kombinować i kupiłam sobie kremy bb z Korei 🙂 i prawdziwy krem tonujący z Physicians Formula 🙂
Próbkowe opakowanie chusteczek nawilżanych Pampers. Świetne do torebki na spacery z Dzieciną. Pogromcy brudnych rąk  i świeżych plam na ubraniach. Dają radę również jako chusteczki do demakijażu 🙂
Organiczne płatki kosmetyczne z drogerii CVS. Nie wiem czym różnią się od ‘zwykłych’ płatków kosmetycznych. Hmmmm.. Organicznie uprawianą bawełną.. LOL, kupiłam je bo były w promocji 75% taniej.
Strasznie drażni mnie nadużywanie słowa ‘organiczne’.. Dawdzieścia lat temu prawie wszystko było organiczne i nikt się tym tak nie jarał.. 
OLAY płyn do demakijażu do cery wrażliwej. Bezzapachowy, dobrze się pieni, dokładnie oczyszcza. Polubiłam go. Mój mąż również 🙂
Śliwkowo- cukrowy odświeżacz powietrza. Niejeden raz robiłam rundkę po domu psikając jak szalona w każdy kąt. Cudny, zimowo-świąteczny zapach. Limitka z 2011 roku.
Buziaki!
Bez kategorii

Denko preview 2

W ciągu kolejnych kilku dni pojawi się tutaj drugie dno 😉 Cały czas walczę z kosmetykami gromadzonymi jeszcze przed powstaniem bloga. Poprzednie denko pojawiło się pod koniec stycznia, więc miałam sporo czasu, żeby napełnić przepastną torbę z BBW.
Oto co czeka na obfocenie i opisanie:

Nuszkis dzielnie nadzorowała sesję zdjęciową
tak wygląda moje ‘studio’, w którym robię większość zdjęć 😉

Buziaki!

Bez kategorii

Moje pierwsze DENKO!

Przyszedł czas na rozprawienie się z górą pustych opakowań, które zbierałam od rozpoczęcia działalności bloga. Zanim usłyszałam o projekcie denko moja łazienka tonęła w ‘kiedyś-tam-otwartych-i-nigdy-nie-skończonych’ kosmetykach. Po ogarnięciu idei denka stwierdziłam, że to całkiem słuszna koncepcja jest. Wzięłam się za kończenie wszystkich otwartych kosmetyków. Jestem w połowie 😉 Powoli ale bardzo sumiennie zużywam góre piętrzących się butelek, buteleczek, tubeczek i słoiczków. 
Oto pierwsza część zdenkowanych mazidełek i psikadełek:
 Przyjaciel moich włosów, pan John Frieda.
Tutaj same odżywki 🙂 Zazwyczaj kupuję komplet: szampon i odżywkę- zawsze szampon zużywam dwa razy szybciej a potem jestem prześladowana przez opakowania do połowy zużytych odżywek (zamiast dokupować same szampony.. ot mózg ze mnie).

 Seria sheer blonde (szampon dawno zużyty i wyrzucony)
nie zauważyłam jakiegoś cudownego działania tej linii.
Spray ‘go blonder’ ma zapach amoniaku i wody utlenionej, jego zadaniem jest rozjaśnianie włosów przy suszeniu (kontakcie z ciepłem) nie przypadł mi zbytnio do gustu, nie widziałam efektów..

Odżywkę root awakening używałam z szamponem z tej samej serii. Moje włosy lubią produkty Johna Friedy, są miękkie i dobrze odżywione, poprawia się kondycja skóry głowy.
Odżywkę full repair używałam z szamponem z tej samej serii. Mój absolutny faworyt, zniknęła szorstkość, włosy stały się gładkie i odżywione, miękkie i łatwiejsze do ujarzmienia.

 Antybakteryjne mydła w pianie Bath and Body Works.
Mój KWC w kategorii mydeł do rąk.

 Od lewej limonka i bazylia cudny, cutrusowo-ziołowy zapach.
W środku świeżo zebrane mandarynki słodki, cytrusowy zapach.
Po prawej świąteczna limitowanka z ubiegłego roku cytrusowa girlanda limonka i świerk-
zaopatrzyłam się w całkiem sporą ilość przy semi-annual sale w Bath & Body Works  ***KLIK***

Po lewej czekolada i mięta- niezbyt udany duet zapachowy.
W środku dziki wiciokrzew cudny, kwiatowy zapch lata.
Limonka i bazylia j.w.

 Małe i duże żele pod prysznic Bath and Body Works.




 Małe podrózne opakowania. Żele pod prysznic.
Od lewej Country Chic uwielbiam ten zapach (cytryna, grapefruit, gruszka, liście, jaśmin, malina, lilia, gardenia, kwiat pomarańczy) długo utrzymuje się na skórze.
W środku z serii ‘aromatherapy- sensual’ jasmine vanilla meh.. duszący zapach, męczył mnie.
Po prawej coconut lime breeze- następca wycofanego już zapachu ‘coconut lime verbena’, który był moim ulubieńcem, ten jest podobny, ale to nie to samo..
Po lewej z serii ‘aromatherapy- stress relief’ vanilla verbena hmmmm.. Totalnie bez szału. Cieniaskowy zapach.
Po prawej męski twilight woods- cudny, intensywny zapch wetiwerii pachnącej (afrodyzjak) i drewna mmmmmmmm 🙂

Dwa pudełka po płatkach kolagenowych pod oczy Dermactin- TS.
Rewelacyjnie odświeżające i kojące, niwelują opuchliznę i delikatnie rozjaśniają.
Zdecydowanie kupię kolejne opakowanie.

Rodzinka The Body Shop.




Dwa żele pod prysznic.
Po lewej love etc…. przyjemny zapach (jaśmin, wanilia, drzewo sandałowe).
Po prawej satsuma czyli mandarynka klementynka.. Nie przypadł mi do gustu- coś w nim było sztucznego i strasznie męczącego. Cieszę się, że już się skończył 🙂

Ochronny krem do rąk hemp hand protector z olejkiem z konopii indyjskich.
Polubiłam go bardzo jako krem do rąk na noc (zostawiał warstwę ochronną, która przeszkadzała mi w dzień). Wiele razy byłam budzona przez Nuszkisę, która wylizywała mi krem z dłoni a potem biegała, biegała, biegała, biegała do losowo wybranych pomieszczeń w domu donośnie przy tym bucząc.. U siebie skutków ubocznych używania nie zauważyłam 🙂

Taki chudak zrobił się z tubki, co dowodzi, że krem bardzo polubiłam 🙂

Tej dwójki nie zapomnę… Szampon i odżywka rainforest.. Ileż toto mi nerwów napsuło.. Ileż kołtunów na włosach wyprodukowało, ileż walki z rozczesywaniem spowodowało.. Totalny bubel! Jakbym zapytała moich włosów czy ponownie kupić im ten duet, pewnie odpowiedziałyby:
Nigdy więcej!

Chusteczki nawilżane różnego rodzaju i zastosowania.
Zielone simple bezzapachowe, antyalergiczne, delikatne; świetnie radzą sobie z tuszem, cieniami, kremami bb, pudrami i różami. Lubię również inne produkty tej marki.
Fioletowe pond’s z rumiankiem i białą herbatą- delikatnie perfumowane, dobrze radzą sobie z kosmetykami kolorowymi, nie mam zastrzeżeń.
Chusteczki odświeżające Cleanic znam i używam od lat. Zawsze kupuję zapas jak jestem w Polsce 🙂
Niezastąpione przy codziennym kontakcie z brudkiem i bakteriami, zawsze mam opakowanie w torebce.

Organix coconut milk odżywka (używałam razem z szamponem z tej serii) sulfate free.
Cudny, przecudny kokosowy zapach długo utrzymujący się na włosach.
Włosy są delikatne i mięciutkie jak kaczuszka i dobrze odżywione. Z pewnością wrócę do tej marki.

Do mojego denka dorzucił się również Mąż ze swoim żelem pod prysznic Old Spice Pure Sport.
Żel ma miły, męski zapach, który długo utrzymuje się na skórze.

 Żel i pianka do mycia twarzy.

 simple odświeżający żel do mycia twarzy. Bardzo delikatny, bezzapachowy i niesamowicie śliski w kontakcie ze skórą. Dobrze radził sobie ze zmywaniem kosmetyków kolorowych. Nie podrażnia oczu.

Lirene dermo program pianka myjąca do oczu i twarzy 20+. Kupiłam ją kiedy byłam jeszcze leniuszkiem i nie używałam płynów do demakijażu oczu. Zużyłam dwa opakowania i jestem pozytywnie nastawiona do tego wynalazku. Zawartość znajduje się w opakowaniu takim jak bita śmietana, wyciskamy delikatną piankę i nakładamy na zwilżoną twarz. Kosmetyk ten ma przyjemny zapach i nie podrażnia delikatnych okolic oczu. Świetnie radzi sobie z tuszem do rzęs i cieniami (nie używałam wtedy wodoodpornych tuszy i eyelinerów).

Zmywacz do paznokci porażka czyli equate bez acetonu (jest to marka własna sklepu WalMart). Gorszego zmywacza nie maiłam w życiu. Do zmycia lakieru ze wszystkich paznokci tym zmywaczem potrzebowałam ponad 10 wacików i 1/5 zawartości butelki (więc bardzo szybko go skończyłam). Nikomu nie polecam a sama mówię mu zdecydowane:

Nigdy więcej!

Próbki kremów BB.
Po prawej Maybelline odcień light/medium- moje pierwsze w życiu doświadczenie z kremami BB- bardzo polubiłam konsystencję i właściwości półkryjące (do tej pory nigdy nie używałam podkładów ani pudrów, ani niczego co miało pigment). Lekki krem, który nie tworzy efektu ‘maski’ (zawsze się obawiałam, że będzie widać inny kolor podkładu/pudru na twarzy).
SKIN79 komplet próbek kremów BB, które zamówiłam na Ebayu z Korei. Mój zachwyt był ogromny przy różowym kremie link do recenzji 🙂, który okazał się najlepszy z trzech azjatyckich próbek.

Próbka rozświetlającego kremu tonującego Vichy, która jest ze mną już wieki całe. Nieużywana od paru lat- tylko sobie leży, albo jest przekładana z kąta w kąt. Nie wiem dlaczego jej wcześniej nie wyrzuciłam, pewnie z sentymentu 🙂  To był krem- (wtedy myślałam, że to podkład 😉 którego użyłam do mojego makijażu ślubnego. Robiłam sama swój makijaż ślubny nie mając zielonego pojęcia o niczym: malowaniu, kolejności nakładania kosmetyków oraz kolorach, które najbardziej by mi pasowały. Totalny LOL/WTF. Na zdjęciach wyszłam jednak całkiem całkiem, więc działając intuicyjnie nie wyszło aż tak źle 🙂

Od lat jestem wierna lady Speed Stick. Zapach sparkling lime coconut nie porwał mnie wcale. Dezodorant spełnia swoje zadanie jak każdy tej marki. Następnym razem wybiorę jednak inny wariant zapachowy 🙂

Moja miłość ostatnich dwóch lat Dolce & Gabbana light blue. Lekki, letni zapach idealny w Kalifornii na każdą porę roku. Skończyła mi się mała, podróżna buteleczka (mam jeszcze połowę pełnowymiarowej 100ml). Zdecydowanie mój faworyt wśród zapachów.

 Miniaturki szmponów i odżywek do włosów.

 TRESemme ‘split remedy’ (seria na rozdwojone końcówki) popularna marka szamponów w US. Mają przyjemny zapach, dobrze radzą sobie z oczyszczaniem włosów z kosmetyków stylizujących. Nie zauważyłam jednak poprawy moich końcówek (czego można się spodziewać po dwóch użyciach) Możliwe, że dłuższe stosowanie poprawia stan włosów na końcach..

Pantene do włosów farbowanych (czyli jak najbardziej moich). Miły zapach, gęsta konsystencja. Również niewiele mogę powiedzieć o tym szamponie bo nie używałam go wystarczająco długo, żeby miał szansę zadziałać na moich włosach.

 Jednorazowe próbki szamponów i odżywek do włosów.
Grupa, o której nie mogę właściwie nic powiedzieć, bo czasami w takiej jednej saszetce jest za mało szamponu/odżywki, żeby dokładnie umyć moje włosy 😉

 Aveeno living color (szampon i odżywka do włosów farbowanych).
Po zużyciu próbek mam w planach kupić pełnowymiarowe opakowania bo lubię tę markę (znam balsamy do ciała i krem do rąk). Szampon i odżywka mają bardzo przyjemny zapach, moje włosy były miękkie i przyjemne w dotyku.

L’Oreal EverCreme sulfate free. Nawilżające produkty do włosów suchych. Jedne z największych saszetkowych próbek szamponowych (po 10ml). Starczylo idealnie na umycie mojej długości włosów. Szampon, odżywka i maska sprawiły, że moje włosy po jednym użyciu były zdecydowanie mniej suche i lepiej się układały. Całkiem prawdopodobne, że dam szansę całej pełnowymiarowej serii 🙂

Aveeno Baby bezzapachowy kojący krem z wyciągiem z owsa. Kupiłam go z myślą o mojej dziecinie- kilka razy go używałam przy delikatnych, ledwo widocznych wysypkach i wysuszonej skórze- rewelacja! Gorąco polecam wszytskim z mega suchą skórą (u siebie używałam na suche łokcie i na nogi po goleniu- natychmiastowa ulga). Same superlatywy.

To jest ciekawostka 🙂 Pacifica ‘tuscan blood orange’ body butter ze styczniowego Glam Bag KLIK; Masło do ciała w tubce- tu powinna zapalić się pierwsza lampka- heloł! Prawdziwe masło do ciała zazwyczaj jest za gęste na pakowanie go w tubkę. Powiedzmy sobie szczerze- to jest dosyć gęsty balsam do ciała. Zapach na poczatku jest bardzo ‘apteczny?’ ‘chemiczny?’ ‘sztuczny?’.  Kiedy minie pierwsze wrażenie pojawia się zapach faktycznej blood orange 🙂 który utrzymuje się na skórze około pół godziny i znika na zawsze…. smuteczek… nie polecam..

Mederma maść na blizny. Rewelacja, szczcerze polecam jeśli macie do niej dostęp. Wszystkie blizny i ślady po nuszkisowych-pazurkowych zadrapaniach potraktowane tą maścią zniknęły albo zbladły tak, że ich praktycznie nie ma. Potrzebna jest jednak systematyczność w stosowaniu! Ma miły zapach i jest w formie przeźroczystego żelu.

Dwa ostatnie opakowania, które nie należą do rodziny kosmetyków, ale zrobiły na mnie tak dobre wrażenie, że postanowiłam je zaprezentować.

 Woski do kominków z WalMartu, pisałam o nich TUTAJ. Mają intensywny zapach i są sporą konkurencją dla YC jeśli chodzi o wydajność i cenę 😉

Herbaciany mix firmy Celestial. 5 smaków w jednym opakowaniu (malina, brzoskwinia, owoce leśne, borówka, wiśnia); dla mnie najlepsze rozwiązanie ever 🙂
Jestem osobnikiem, któremu jeden smak herbaty szybko się nudzi, 5 rodzajów w jednym pudełeczku idealnie zaspokaja moją potrzebę różnorodności. Nie wyobrażam sobie wieczoru bez dwóch albo trzech kubków herbaty owocowej (oczywiście każy o innym smaku).

Ufffffff..
Koniec 🙂

Buziaki!!
                                 

Bez kategorii

Denko- preview

Już niedługo zapraszam na moje pierwsze denko!
A raczej DNO 🙂
Zbieram i zbieram i zbieram opakowania.
Jestem przeszczęśliwa, bo dzięki Wam i blogowi zaczęłam wreszcie kończyć wszystkie kosmetyki.
szybki look na opakowania 🙂
będzie długo i mam nadzieję, że detalicznie
nawet mąż się dorzucił 🙂
sporo próbek i mini podróżnych opakowań
Buziaki!