Browsing Tag

dary losu

Bez kategorii

o zmęczeniu i trzydniowym maratonie oponowym

Dzisiaj będzie krótko..
Jestem kompletnie wykończona i zmęczona. Są czasami takie dni, kiedy wszystko się kumuluje i nawarstwia. Ten poniedziałek taki właśnie był. Niespodziewany nawał pracy i obowiązków, pierwszy dzień okresu (spodziewany 😉 kolejny etap rośnięcia zęba mądrości (na szczęście ostatniego zęba) i ciąg dalszy maratonu z gwoździem i łataniem opony.
Tematów nawału pracy, okresu i zęba nie muszę rozwijać, bo wiadomo o co chodzi..
Z prawą tylną oponą mam przygody od połowy zeszłego tygodnia. Najechałam na jakiś gwóźdź. Zdarza się. Na desce rozdzielczej zapaliła się taka oto lampka, głosząca spadek ciśnienia/powietrza/atmosfery/generalnie tego czym pompuje się opony w samochodzie:

to pomarańczowe coś, z wykrzyknikiem w środku, po prawej stronie pod prędkościomierzem

Codziennie dopompowywałam powietrze, żeby móc jeździć, bo wiedziałam, że dopiero w sobotę będę miała czas jechać do serwisu na naprawę.
W sobotę pojechałam do serwisu opon. Mili panowie zdjęli koło, wyjęli gwoździa i załatali dziurkę. Usługa za darmo w ramach gwarancji. Pojechałam do domu cała szczęśliwa, że już nie mam problemu.

W niedzielę rano jechaliśmy do znajomych, żeby nasze dzieciaki spędziły razem czas. W drodze zapaliła się pomarańczowa lampka z wykrzyknikiem w środku.. Trochę się zdziwiłam, bo przecież wczoraj mili panowie naprawili koło.. Stwierdziłam, że wrócę i pozwolę miłym panom zerknąć na koło jeszcze raz, bo może coś przeoczyli. (w Stanach prawie wszystko jest otwarte 7 dni w tygodniu- serwis oponowy również)
Pojechałam i wytłumaczyłam w czym rzecz. Miły pan się zdziwił, że cały czas jest jest coś nie tak i wziął samochód na warsztat. Siedziałam w poczekalni dwie godziny. Przez ten czas z samochodu zostały zdjęte wszystkie koła, a resory, zawieszenie i osie zostały sprawdzone.. Po godzine i czterdziestu pięciu minutach mili panowie postanowili sprawdzić jeszcze raz oponę, która naprawiali dzień wcześniej.. Okazało się, że mają nowego pracownika, któremu naprawa nie wyszła całkiem dobrze..
Ehhhh.. No zdarza się.. Nawet nie byłam zła.. Bardzo przeprosili, naprawili za darmo w ramach gwarancji i zaoferowali bonusową wymianę oleju. OK. Odjechałam do domu z naprawionym kołem. (pomarańczowa lampka z wykrzyknikiem przestała się świecić).

W poniedziałek rano wsiadłam do samochodu i pierwszą rzecz jaka rzuciła mi się w oczy była jakże mi znajoma pomarańczowa lampka z wykrzyknikiem.. Wyszłam z samochodu, głęboko odetchnęłam, dopompowałam koło i ruszyłam w drogę. Dzień był bardzo intensywny i męczący. Wiedziałam, że dopiero wieczorem będę miała czas na odwiedzenie miłych panów od opon.
Kiedy dotarłam do serwisu, było pół godziny do zamknięcia. Miły pan przetarł oczy na mój widok 😉 (a ja przetarłam oczy ze zmęczenia 😉
Po dogłębnym zbadaniu opony okazało się, że gwóźdź dokonał znacznie większych zniszczeń niż się wszyscy spodziewali. Opona była oryginalna, nie wymieniana od produkcji samochodu (czyli około 9 lat) i jej wiek i zużycie też niestety zaważyły na sytuacji. Jedynym wyjściem jakie mi zostało to wymiana obu tylnych opon na nowe (bo opony trzeba wymieniać parami).

Teraz mam nowe, świeżutkie opony i idę spać z nadzieją, że jutro rano po wejściu do samochodu i przekręceniu kluczyka w stacyjce nie przywita mnie żadna pomarańczowa lampka z wykrzyknikiem..

Buziaki!

Bez kategorii

jestem hardkorem- czyli o tym jak smakują koniki polne

Każdy ma swoją listę rzeczy, które chciałby w życiu, poczuć, przeżyć, doświadczyć i spróbować.
Po angielsku nazywa się to Bucket List (w internetach znalazłam polski odpowiednik jako ‘lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią’).
Jednym z wielu punktów na mojej Bucket List było spróbowanie dobrze przyrządzonych robaków. Na początek jakichś małych. Nie jestem aż takim hardkorem żeby od razu rzucać się na głęboką wodę i jeść turkucie podjadki albo żuki czy chrabąszcze wodne 😉
Dzisiaj miałam przyjemność uczestniczyć w meksykańskim obiedzie z okazji Dia de la Candelaria (odpowiednik polskiego katolickiego święta Matki Bożej Gromnicznej/ Ofiarowania Pańskiego). Meksykanie są bardzo wierzącym narodem i wszystkie święta obchodzą bardzo hucznie i z odpowiednią oprawą.
Oprócz przepysznych tradycyjnych meksykańskich potraw spróbowałam koników polnych.

Te, które jadłam były smażone na głębokim tłuszczu z dużą ilością suszonej papryki, soli i pieprzu. Przed podaniem zostały skropione sokiem ze świeżo wyciśniętej limonki.
Jak smakują koniki polne?
Są chrupiące, słone, troszkę pikantne od papryki i pieprzu, z wyraźnym posmakiem limonki.
Nie wiem jaki smak mają same w sobie. Dzisiaj czułam jedynie smak przypraw i delikatną chrupkość.

Badzo bardzo ciekawe doświadczenie. Cieszę się, że miałam okazję zjeść coś tak dziwnego i zrealizować jeden z punktów z mojej listy.
Buziaki!

Bez kategorii

zdjęciowy post koszykówkowy- mój pierwszy mecz NBA

Wczoraj obiecałam, że pokażę Wam zdjęcia z mojego pierwszego meczu NBA.
Zapraszam na halę Staples w Los Angeles 🙂

Staples Center

pierwsze zdjęcie parkietu zaraz po wejściu na trybuny

and boiskiem zawieszona jest wielka konstrukcja z ogromnymi telebimami, na których widać mecz

tuż przy naszych miejscach 🙂

chwilę przed wejściem drużyn na boisko

rozgrzewka (w białych bluzach LA Lakers)

w niebieskich bluzach Detroit Pistons

obok nas były wydzielone miejsca dla prasy

przy wejściu każdy dostał czapkę 

trybuny powoli się zapełniają

przed meczem został zagrany hymn Francji 

jako drugi został odśpiewany hymn USA

nad parkietem opadła ogromna biała płachta i zostały wyświetlone miłe momenty drużyny LA Lakers

jedna z młodszych kibicek na meczu 😉

pełne trybuny 🙂

chłopaki grają

w trzeciej kwarcie, kiedy drużyny zmieniły się stronami na boisku (i do bliższego nas kosza zaczęli rzucać przeciwnicy) dostaliśmy takie dmuchane pałki, które przy uderzaniu o siebie wydają głośne, przeszkadzające i rozpraszające dźwięki

siedzieliśmy za koszem 🙂

nie wiem gdzię patrzyłam częściej, na boisko, czy na ekran 😉 tu i tu było widać tak samo dobrze

selfie z przeszkadzaczami

zawodnicy z bliska 😉

Wrażenia z meczu bardzo pozytywne 🙂 Świetna atmosfera, miłe towarzystwo i ciekawa gra. Najgłośniejszym kibicem z naszej rodzinnej trójki okazała się Dziecina 😀
Mecz skończył się wynikiem 97:85 dla LA Lakers.
Buziaki!

Bez kategorii

zakupy z Yves Rocher- letnia torebka i perfumy w prezencie

Przyszła moja przesyłka od Yves Rocher o której pisałam Wam tutaj KLIK. Do zamówienia powyżej $15 prezentem były pełnowymiarowe perfumy. Oprócz perfum był gratis w postaci letniej torebki plus trzy małe próbki kosmetyków.

Moje zamówienie:

gratisowe perfumy Quelques Notes d’Amour

50 ml dosyć ciężkiego różanego zapachu

3 gratisowe próbki

delikatny żel pod prysznic

żel do mycia twarzy dla mojego męża- do skóry tłustej i mieszanej

letni, limitowany żel pod prysznic Bleu Vegetal
gratisowa torebka

detale z bliska
materiał torebki jest trochę taki ‘płócienno-ortalionowy’ 😀

zapinana na magnesowy zatrzask

jednokomorowa z małą kieszonką na telefon

średniej wielkości
po lewej kontrola nuszkisowa 🙂

wzór z bliska

kontrolerka jakości zdjęć

Buziaki!

Bez kategorii

wagowy post zdjęciowy: 12 kilogramów temu i teraz :) czyli moja metamorfoza

5 miesięcy temu ważyłam trochę ponad 70 kilogramów (przy niecałych 160 cm wzrostu). Nie miałam wtedy serca się ważyć i nie robiłam tego często, więc za wyjściową wagę przyjęłam 71-72 kilogramy.
Nie lubiłam kiedy ktoś robił mi zdjęcia, chowałam się za szalami, chustami i długimi swetrami. Nosiłam grube, długie zimowe płaszcze, bluzy polarowe i niskie buty (co oczywiście jeszcze bardziej przytłaczało moja sylwetkę).
Od tamtego czasu schudłam niecałe 12 kilogramów. Zmniejszyłam się o dwa rozmiary 🙂 Ważę 59,5. To wielki sukces 😀 Jestem mega szczęśliwa!
Dobrze wiem ile wysiłku, poświęceń i zmian potrzeba żeby osiągnąć taki wynik.
Przede mną jeszcze 4-5 kilo i osiągnę optymalną wagę.

Pod spodnowymi postami TYM *KLIK* oraz TYM *KLIK* prosiłyście, żebym się pokazała 🙂
Tak jak wcześniej pisałam, mam bardzo mało zdjęć z przełomu marca i kwietnia 🙁 bo nie lubiłam się eksponować. Znalazłam jedynie kilka (dzięki Mamuś).
Zdjęcia aktualne były robione wczoraj i dzisiaj 🙂

5 miesięcy temu:
przełom marca i kwietnia 2014

dzień dobry 😀

uszanowanko 🙂

trochę cienki ten szal bo nie udało mu sie zakryć tego co chciałam 😉

😀

Dopiero jak ustawiłam obok siebie 7 półtoralitrowych butelek z wodą- uświadomiłam sobie ile dodatkowego ciężaru musiałam codziennie ze sobą nosić O_o

tak naprawdę powinno być 8 butelek, bo tu jest tylko 10,5 kilo 😉

Teraz:
sierpień 2014

🙂

czuję się o niebo lepiej

i lubię pozować do zdjęć

dzisiaj 😀

w czarnych spodniach z Orsay 😉

😀

                                                                                   

marzec 2014
sierpień 2014

Można? Można!
Buziaki!
Bez kategorii

kosmetyczne dary losu, czyli co czekało na mnie w Polsce

Zanim pokażę co czekało na mnie w Polsce, chcę Wam z całego serca podziękować za odpowiedzi pod wczorajszym postem <3
Dziękuję ogromnie :* jesteście kochane.
Zaraz usiądę i zrobię listę najczęściej polecanych przez Was kosmetyków, a kiedy uda mi się wszystko skompletować pokażę Wam co wybrałam.

Czy w Polsce jest jakiś kosmetyczny sklep internetowy który przyjmuje płatność przez PayPal?

Dzisiaj szybciutko pokażę co czekało na mnie w domu.

cztery saszetkowe maski do włosów Biovax (dla mnie nowość)

duża butla płynu micelarnego BeBeauty (mój ulubiony)

kojący witaminowy tonik Garnier (dla mnie nowość)

dwufazowy płyn do demakijażu oczu Clinique (mój pierwszy ever kontakt z tą marką)

matowy cień do powiek my Secret oraz pomadka-błyszczyk Celia (dla mnie nowość)

prezent od Madzi od błyskotek :*
dziękuję kochana- odwiedzę Cię niebawem

pomadka ma numer 602 i pachnie poziomkami <3

Buziaki!

Bez kategorii

martowe i paulowe podarki- czyli dary losu z San Francisco

Ponad tydzień temu spotkałam się z Paulą i Martą w San Francisco. Oprócz rewelacyjnie spędzonego czasu, soczystych żartów, długich rozmów i wielu wspomnień pojawiły się podarki. Ja przygotowałam dla dziewczyn to co wychodzi mi całkiem nieźle, czyli ręcznie robione kosmetyki i drobne dekupażowe drobiazgi. Oto dary jakie przywiozły mi dziewczyny 🙂 Szalone!
Popatrzcie co dostałam:

Paula

Marta

cudna kolorówka
tutaj powinien się jeszcze znaleźć kremowy cień marki Flower od Marty (w pięknym fioletowym kolorze) ale umknął mi podczas gromadzenia kosmetyków do sesji zdjęciowej

Marta zaopatrzyła Paulę i mnie w zestawy kremów Lirene :*
egzotyczna polska marka tak bardzo niedostępna u nas 😀

pielęgnacja buzi
od lewej kremowa pianka do mycia twarzy, krem brzozowy, krem na dzień, peeling termoaktywny

cuda do włosów
ukochana odżywka polskiej blogosfery z shea i awokado oraz duża odlewka mlecznej maski do włosów

coś dla ciała
mus porzeczkowo-grapefruitowy i suchy olejek do ciała, który pokochałam od pierwszego użycia 😀

KIKO rozświetlający róż w kulkach

i ostatnie cudo to prezent dla Dzieciny, która przesyła buziaki dla cioci Pauliny :*

Teraz czeka mnie radosne testowanie i używanie 🙂
Dziękuję Wam kochane jeszcze raz za wszystko :*

Buziaki!