Bez kategorii

spożywcze zapachy w kosmetykach: olej z frytkownicy

Czy mogę ocenić kosmetyk po użyciu jednej saszetkowej próbki? Nie. Zgadzam się.
Czy mogę stwierdzić czy dany kosmetyk będzie dla mnie odpowiedni po użyciu jednej saszetkowej próbki? Tak. Oczywiście że tak.
Dzisiaj doświadczyłam tego na własnej skórze.. i nosie..

Od ponad tygodnia w łazience czekała na mnie malutka próbka saszetkowa ‘balsamu nawilżającego do ciała dla niemowląt i dzieci (jednocześnie znakomitego kosmetyku dla dorosłych wrażliwców) marki Pat&Rub- pomyślałam nawet że świetnie się składa, bo jestem wrażliwcem 😉 (zapachowym).. Czekała i czekała aż wreszcie się zlitowałam i dzisiaj postanowiłam sprawdzić, czy słynne naturalne polskie kosmetyki są aż tak rewelacyjne jak wieść blogerska niesie..
Otworzyłam próbkę i wycisnęłam troszkę balsamu. Pierwsze co robię to przystawiam sobie wyciśniętą zawartość do nosa. Jestem niepoprawnym zapachowcem. Wącham wszystko z czym mam do czynienia. 😉
Pierwsze wrażenie było neutralne.. Delikatny zapach.. ani miły ani przykry. Rozsmarowałam całą zawartość saszetki na skórze. Wystarczyło na obie ręce od dłoni do ramion, dekolt i część brzucha 😉
Czekając aż balsam się wchłonie umyłam ręce (bo nie cierpię uczucia tłustych rąk po wsmarowywaniu czegokolwiek) i otworzyłam okno w łazience. Kiedy podeszłam do lustra poczułam zapach oleju z frytkownicy.. Dziwne.. Kto rano smaży frytki na śniadanie? Cóż, przyszło mi żyć w kraju, gdzie o upodobaniach kulinarnych się nie dyskutuje 😉
Ubrałam się i wyszłam z łazienki. Zapach oleju za mną. Poszłam do pokoju. Zapach oleju za mną.. Poszłam do kuchni. To samo.. Im więcej gestów wykonywałam rękami tym bardziej czułam się jak w fast foodzie.. Niuchnęłam przedramię i zagadka się rozwiązała. To ja śmierdziałam jak dwudniowy olej z frytkownicy.
Wysmarowałam się dzisiaj balsamem o niebywale oryginalnym spożywczym zapachu..
Stwierdziłam, że tak być nie może. Nie będę cały dzień chodzącą rekalmą jedzenia smażonego na głębokim tłuszczu..
Wytarłam ręce i dekolt bezzapachowymi chusteczkami Dzieciny. Trochę pomogło, ale delikatny posmrodek został..
Wierzcie lub nie, ale przez cały dzień miałam wrażenie, że ktoś do mnie podejdzie i teatralnie wciągając powietrze zapyta: ‘Co tam? fryteczki na obiad dzisiaj smażyłaś?’

To był mój pierwszy w życiu kontakt z czymkolwiek z Pat&Rub. Tyle czytałam na blogach ochów, achów, peanów i chwalebnych litanii, że po dzisiejszym wydarzeniu jestem głęboko zawiedziona.
To jest kolejne doświadczenie utwierdzające mnie w przekonaniu, że wszystkie ‘naturalne, organiczne, eko zajebiste’ kosmetyki są zdecydowanie nie dla mnie. Koniec, kropka.
Miałam do czynienia z dobrym składowo kokosowym masłem do ciała Trader Joe’s, którym zachwycają się amerykańskie internety. Pffff.. Zamiast kokosa wyczuwałam zapach stęchłego prania.

Trudno mi dogodzić zapachowo. Już pogodziłam się z tym, że poszukiwania naturalnego balsamu/masła o zapachu, który nie będzie dla mnie przykry mogą zakończyć się porażką.. Oh well. Trudno.
Całkiem możliwe, że jestem odosobnionym przypadkiem i wszyscy którzy próbowali tego balsamu są zachwyceni jego naturalnym zapachem.. 😀

Buziaki!

Previous Post Next Post

50 komentarzy

  • Magda B. 11 września 2013 at 02:21

    A może frytki do tego? xD

    • CatKRM 11 września 2013 at 02:24

      tu się nie ma z czego śmiać 😀
      zawsze mogę sobie wmówić że pachnę jak racuszek XD

    • Magda B. 11 września 2013 at 02:27

      Ja wiem, że Tobie pewnie do śmiechu nie było, no ale lol 😀 Racuszek, fryteczka a może smażona rybka? 😀

      Dla mnie zapach tez jest bardzo ważny, nie mogłabym używać kosmetyku, który śmierdzi (i kilka przez to wylądowało w koszu, bo nie miałam serca nawet podawać ich dalej…).

    • CatKRM 11 września 2013 at 02:42

      wtedy nie było do śmiechu 😉 teraz jest 😀

      nie ukrywam że zapach jest dla mnie najważniejszą rzeczą.. skład jest drugoplanowy.. 😀

    • Magda B. 11 września 2013 at 02:43

      Ja tylko unikam parafiny. Reszta jest mi całkowicie obojętna (o zgrozo!) 😀

    • CatKRM 11 września 2013 at 03:05

      ja niczego nie unikam..
      nie znam się na składach, nic mi nie zaszkodziło..
      jak coś ładnie pachnie to tego używam, jak coś dryfi to trzymam się z dala

  • Buduar Margotki 11 września 2013 at 03:13

    Strasznie dużo tych Pat&Rub na blogach. Sama nigdy nie miałam żadnego ich kosmetyku. Balsam do rąk ładnie pachnie… tylko tyle mogę powiedzieć. Jednak balsam o aromacie frytkownicy? Nie, podziękuję 😛

  • Urban Warrior 11 września 2013 at 03:38

    Zapach stęchłego prania? Idę po ten kokos! 😀

    • CatKRM 11 września 2013 at 03:42

      jak delikany zapach kokosa wywietrzeje ze skóry po kilku minutach od posmarowania- na skórze pojawia się zapach trudny do określenia.. przypomina mi taką odstałą wodę, albo niedosuszone pranie, które wisiało w wilgotnym niewietrzonym pomieszczeniu..

    • Urban Warrior 11 września 2013 at 03:49

      ja uwielbiam taką stęchliznę <3 Mam poważne zaburzenia. Bo kocham też zapach starych piwnic i między innymi dlatego smakuje mi czerwona herbata – przypomina mokrą ziemię <3

    • Magda B. 11 września 2013 at 03:53

      Spójrz na bibliotekę zapachów Demeter. Oni tam mają takie dziwadła. Jak kiedyś powąchałam Dirt to myślałam, że się porzygam 😀

    • CatKRM 11 września 2013 at 03:56

      o tak Demeter ma całą gamę dziwnych zapachów
      jedynym mankamentem może być ich trwałość..
      mam jeden olejek perfumowany z Demeter i jest strasznie strasznie delikatny i nietrwały 🙁
      za to pięknie pachnie

    • Urban Warrior 11 września 2013 at 03:57

      Demeter od zawsze zalatywało mi… no w sumie to sama nie wiem czym. nie miałam z nimi nigdy do czynienia i jakoś mnie nie korci.
      A mój zapach życia już znalazłam – Tom Ford Sahara Noir. Zdetronizował wszystko, nawet Olka McQueena. Jestem ciekawa, co byście Wy powiedziały na jego temat… 😉

    • CatKRM 11 września 2013 at 03:58

      no proszę 🙂 ja też lubię zapach piwnicy.. ale nie na skórze 😉
      daj znać co o nim myślisz jak wypróbujesz 😀
      też lubię czerwoną herbatę :3 generalnie lubię wszystkie herbaty

    • Magda B. 11 września 2013 at 04:01

      Urbi po Twoich zachwytach mam wielką ochotę wypróbować ten zapach *.* Jak go tylko gdzies spotkam to na pewno poniucham i podzielę się wrażeniami 🙂 Ale jak apchnie tak, jak sobie wyobrażam to myślę, że się zakocham 😛

    • CatKRM 11 września 2013 at 04:02

      Tom Ford Sahara Noir.. fragrantica pokazała mi że to bardzo ciężki zapach.. nie miałam okazji go poznać
      jak wpadnie mi w ręce to nie omieszkam powąchać 🙂

  • Urban Warrior 11 września 2013 at 03:39

    A co do p&r – nigdy nie miałam z nimi do czynienia. Ceny ich kosmetyków (jak na polskie warunki) są dla mnie nie do przełknięcia – szczególnie biorąc pod uwagę ilość i jakość parokrotnie tańszej konkurencji. Podczas ostatniej wizyty w PL stałam koło ich półki i chociaż wiele dobrego o nich słyszałam, nie potrafiłam się zmusić, aby wydać 80zl na peeling do ciała. No po prostu nie.

  • KasiaS1980 11 września 2013 at 04:40

    Mam kilka kosmetyków P&R i jak dla mnie pachną cudownie. Balsam do ciała – trawą cytrynową; balsam do rąk – cynamonem i goździkami, a błyszczyk – pomarańczami. Ale odczuwanie zapachów jest sprawą tak indywidualną, że daleka jestem od przekonywania Cię do nich 🙂

  • Obsession 11 września 2013 at 04:41

    nic takiego nigdy nie odnotowałam w przypadku P&R
    ale tej serii nie znam, to prawda

  • Aswertyna 11 września 2013 at 06:10

    1. też potrafię obojetnie tygodniami obok próbek przechodzić, bo zwyczajnie w świecie denerwuja mnie te saszetki potworne
    2. Par&Rub mnie także zapachami nie zachwyca, np. seria z trawa cytrynową jak na mój nos to jeden wielki domestos 😀 ale już hipoalergiczna pachnie facetem -> czystym facetem 🙂 tej dziecięcej nie znam, ale z moim nosem pewnie wyszułabym parówki z kota 😀

    • CatKRM 11 września 2013 at 06:29

      1. trochę denerwują, ale to dzięki nim wiem czy coś mogę polubić czy nie 😉
      2. ciekawa jestem jak P&R imituje czystego faceta 😀
      domestos nie był moją pierwszą myślą jak wyobrażałam sobie zapach trawy cytrynowej 😉

  • niemilcząca 11 września 2013 at 06:12

    Ja się czaiłam kiedyś na krem do twarzy, ale kosztował 130 zł :/ trochę dużo, jak dla mnie 🙁 co do zapachów, to Ci współczuję z tym balsamem 🙂 ja bym nie wytrzymała i poszła się dokładnie wyszorować! nieprzyjemne doświadczenie. dla mnie "śmierdzą" kosmetyki alterry z rossmanna. a fuuuu!!

    • CatKRM 11 września 2013 at 06:32

      no niestety.. P&R ma strasznie zaporowe ceny..
      mam nadzieję, że nie trafię w najbliższym czasie na podobne zapachowe wynalazki 😉
      nie miałam przyemności z Alterrą 🙂

  • zoila 11 września 2013 at 06:35

    Zapach oleju z frytkownicy? Bleeeee.
    Miałam dwa kosmetyki tej marki, peeling do ust uważam za udany, ale krem do rąk się nie sprawdził. Ich ceny są trochę wygórowane, więc raczej nie zawitają ponownie do mojej kosmetyczki. Kusi mnie spróbowanie słynnych ampułek, ale ich cena grubo przekracza 100 zł…

  • Dolly Cocossino 11 września 2013 at 07:04

    ma to samo – jestem zapachowcem. Pat & Rub to moim zdaniem badziewie straszne, ale pewnie stara jestem i sie myle:P wspolczuje zapachu brrr

    • CatKRM 12 września 2013 at 00:12

      piąteczka 🙂
      nie miałam nic innego z P&R więc dalszych wniosków nie wyciągam 😉
      nie zdziwiłabym się jednak jakby się okazało, że rzeczywiście kosmetyki pani Kingi nie są wcale tak cudowne jak wieść niesie..
      skład to nie wszystko..

  • Zielone Serduszko 11 września 2013 at 07:27

    Zabawnie to opisałaś 😀 Chociaż sam zapach starego oleju nie jest fajny, zwłaszcza jeśli mówimy o kosmetyku dla dzieci… Nie mogę sobie wyobrazić niemowlaka pachnącego jak frytki 😀

  • Esy, floresy, fantasmagorie 11 września 2013 at 07:44

    ahahahahhahahahahahaha :))
    podzielam Twoje zdanie – nie miałam akurat "przyjemności" z tym smorodkiem ale pamiętam jak się strasznie rozczarowałam aromatem bogatego kremu do rąk czy coś takiego – Kasia pamiętasz może jak woźne w szkole smarowały swoje zmęczone ręce tanimi kremami rąk – taka strasznie ordynarna gliceryna – to właśnie to!

    • CatKRM 14 września 2013 at 04:36

      lepiej że nie miałaś 'przyemności' 🙂
      pamiętam 🙂 z tego co kojarzę były w metalowych tubkach i maiły bardzo bardzo specyficzny zapch 😉

  • Marzena Nina Szewczuk 11 września 2013 at 09:57

    Frytura.. Brr.. Chociaż lepsze to niż olej przemysłowy. Też jestem nadwrażliwcem zapachowym, nie znoszę odświeżaczy powietrza bo mam od nich masakryczną migrenę. Kosmetyki Pat&Rub, są wg mnie dobre na prezent. Jak mam kogoś komu nie wiem co kupić, a wiem że jest nieco snobistyczny, kupuje Pat&Rub. Sama nigdy nie stosowałam.

  • Aneta Starosta 11 września 2013 at 12:12

    Ups 😉 Podziękuję zatem!

  • Marta 11 września 2013 at 13:33

    miałam szampon dla dzieci i pachniał jak kaszka bananowa, cudowny zapach. może to jakaś felerna sztuka? no nie wiem, każdy nosek inny :))) z P&R mam też kosmetyki do stóp – pachną rozmarynem i szyszkami – nawet przyjemny zapach :)))

    • CatKRM 14 września 2013 at 04:39

      mmmmm bananowa kaszka <3
      rozmaryn i szyszki <3

      może chciali wykombinować wersję bezzapachową (bo dla dzieciaków) ale coś poszło bardzo źle 😉

  • Katalina 11 września 2013 at 17:15

    Też nie lubię takich typowo naturalnych zapachów. Choć na przykład oryginalny olej kokosowy pachnie bosko 🙂

  • xbebe18 12 września 2013 at 02:55

    Ja nie mam nic od nich i jakoś nie planuje. Ceny plus wysylka mnie odstraszają,ale ten ich peeling za mną chodzi 😉

  • kosmetoholiczka 13 września 2013 at 09:12

    Fuuuuj! Nienawidzę tego zapachu:(

  • Leave a Reply