Bez kategorii

Moje pierwsze DENKO!

Przyszedł czas na rozprawienie się z górą pustych opakowań, które zbierałam od rozpoczęcia działalności bloga. Zanim usłyszałam o projekcie denko moja łazienka tonęła w ‘kiedyś-tam-otwartych-i-nigdy-nie-skończonych’ kosmetykach. Po ogarnięciu idei denka stwierdziłam, że to całkiem słuszna koncepcja jest. Wzięłam się za kończenie wszystkich otwartych kosmetyków. Jestem w połowie 😉 Powoli ale bardzo sumiennie zużywam góre piętrzących się butelek, buteleczek, tubeczek i słoiczków. 
Oto pierwsza część zdenkowanych mazidełek i psikadełek:
 Przyjaciel moich włosów, pan John Frieda.
Tutaj same odżywki 🙂 Zazwyczaj kupuję komplet: szampon i odżywkę- zawsze szampon zużywam dwa razy szybciej a potem jestem prześladowana przez opakowania do połowy zużytych odżywek (zamiast dokupować same szampony.. ot mózg ze mnie).

 Seria sheer blonde (szampon dawno zużyty i wyrzucony)
nie zauważyłam jakiegoś cudownego działania tej linii.
Spray ‘go blonder’ ma zapach amoniaku i wody utlenionej, jego zadaniem jest rozjaśnianie włosów przy suszeniu (kontakcie z ciepłem) nie przypadł mi zbytnio do gustu, nie widziałam efektów..

Odżywkę root awakening używałam z szamponem z tej samej serii. Moje włosy lubią produkty Johna Friedy, są miękkie i dobrze odżywione, poprawia się kondycja skóry głowy.
Odżywkę full repair używałam z szamponem z tej samej serii. Mój absolutny faworyt, zniknęła szorstkość, włosy stały się gładkie i odżywione, miękkie i łatwiejsze do ujarzmienia.

 Antybakteryjne mydła w pianie Bath and Body Works.
Mój KWC w kategorii mydeł do rąk.

 Od lewej limonka i bazylia cudny, cutrusowo-ziołowy zapach.
W środku świeżo zebrane mandarynki słodki, cytrusowy zapach.
Po prawej świąteczna limitowanka z ubiegłego roku cytrusowa girlanda limonka i świerk-
zaopatrzyłam się w całkiem sporą ilość przy semi-annual sale w Bath & Body Works  ***KLIK***

Po lewej czekolada i mięta- niezbyt udany duet zapachowy.
W środku dziki wiciokrzew cudny, kwiatowy zapch lata.
Limonka i bazylia j.w.

 Małe i duże żele pod prysznic Bath and Body Works.




 Małe podrózne opakowania. Żele pod prysznic.
Od lewej Country Chic uwielbiam ten zapach (cytryna, grapefruit, gruszka, liście, jaśmin, malina, lilia, gardenia, kwiat pomarańczy) długo utrzymuje się na skórze.
W środku z serii ‘aromatherapy- sensual’ jasmine vanilla meh.. duszący zapach, męczył mnie.
Po prawej coconut lime breeze- następca wycofanego już zapachu ‘coconut lime verbena’, który był moim ulubieńcem, ten jest podobny, ale to nie to samo..
Po lewej z serii ‘aromatherapy- stress relief’ vanilla verbena hmmmm.. Totalnie bez szału. Cieniaskowy zapach.
Po prawej męski twilight woods- cudny, intensywny zapch wetiwerii pachnącej (afrodyzjak) i drewna mmmmmmmm 🙂

Dwa pudełka po płatkach kolagenowych pod oczy Dermactin- TS.
Rewelacyjnie odświeżające i kojące, niwelują opuchliznę i delikatnie rozjaśniają.
Zdecydowanie kupię kolejne opakowanie.

Rodzinka The Body Shop.




Dwa żele pod prysznic.
Po lewej love etc…. przyjemny zapach (jaśmin, wanilia, drzewo sandałowe).
Po prawej satsuma czyli mandarynka klementynka.. Nie przypadł mi do gustu- coś w nim było sztucznego i strasznie męczącego. Cieszę się, że już się skończył 🙂

Ochronny krem do rąk hemp hand protector z olejkiem z konopii indyjskich.
Polubiłam go bardzo jako krem do rąk na noc (zostawiał warstwę ochronną, która przeszkadzała mi w dzień). Wiele razy byłam budzona przez Nuszkisę, która wylizywała mi krem z dłoni a potem biegała, biegała, biegała, biegała do losowo wybranych pomieszczeń w domu donośnie przy tym bucząc.. U siebie skutków ubocznych używania nie zauważyłam 🙂

Taki chudak zrobił się z tubki, co dowodzi, że krem bardzo polubiłam 🙂

Tej dwójki nie zapomnę… Szampon i odżywka rainforest.. Ileż toto mi nerwów napsuło.. Ileż kołtunów na włosach wyprodukowało, ileż walki z rozczesywaniem spowodowało.. Totalny bubel! Jakbym zapytała moich włosów czy ponownie kupić im ten duet, pewnie odpowiedziałyby:
Nigdy więcej!

Chusteczki nawilżane różnego rodzaju i zastosowania.
Zielone simple bezzapachowe, antyalergiczne, delikatne; świetnie radzą sobie z tuszem, cieniami, kremami bb, pudrami i różami. Lubię również inne produkty tej marki.
Fioletowe pond’s z rumiankiem i białą herbatą- delikatnie perfumowane, dobrze radzą sobie z kosmetykami kolorowymi, nie mam zastrzeżeń.
Chusteczki odświeżające Cleanic znam i używam od lat. Zawsze kupuję zapas jak jestem w Polsce 🙂
Niezastąpione przy codziennym kontakcie z brudkiem i bakteriami, zawsze mam opakowanie w torebce.

Organix coconut milk odżywka (używałam razem z szamponem z tej serii) sulfate free.
Cudny, przecudny kokosowy zapach długo utrzymujący się na włosach.
Włosy są delikatne i mięciutkie jak kaczuszka i dobrze odżywione. Z pewnością wrócę do tej marki.

Do mojego denka dorzucił się również Mąż ze swoim żelem pod prysznic Old Spice Pure Sport.
Żel ma miły, męski zapach, który długo utrzymuje się na skórze.

 Żel i pianka do mycia twarzy.

 simple odświeżający żel do mycia twarzy. Bardzo delikatny, bezzapachowy i niesamowicie śliski w kontakcie ze skórą. Dobrze radził sobie ze zmywaniem kosmetyków kolorowych. Nie podrażnia oczu.

Lirene dermo program pianka myjąca do oczu i twarzy 20+. Kupiłam ją kiedy byłam jeszcze leniuszkiem i nie używałam płynów do demakijażu oczu. Zużyłam dwa opakowania i jestem pozytywnie nastawiona do tego wynalazku. Zawartość znajduje się w opakowaniu takim jak bita śmietana, wyciskamy delikatną piankę i nakładamy na zwilżoną twarz. Kosmetyk ten ma przyjemny zapach i nie podrażnia delikatnych okolic oczu. Świetnie radzi sobie z tuszem do rzęs i cieniami (nie używałam wtedy wodoodpornych tuszy i eyelinerów).

Zmywacz do paznokci porażka czyli equate bez acetonu (jest to marka własna sklepu WalMart). Gorszego zmywacza nie maiłam w życiu. Do zmycia lakieru ze wszystkich paznokci tym zmywaczem potrzebowałam ponad 10 wacików i 1/5 zawartości butelki (więc bardzo szybko go skończyłam). Nikomu nie polecam a sama mówię mu zdecydowane:

Nigdy więcej!

Próbki kremów BB.
Po prawej Maybelline odcień light/medium- moje pierwsze w życiu doświadczenie z kremami BB- bardzo polubiłam konsystencję i właściwości półkryjące (do tej pory nigdy nie używałam podkładów ani pudrów, ani niczego co miało pigment). Lekki krem, który nie tworzy efektu ‘maski’ (zawsze się obawiałam, że będzie widać inny kolor podkładu/pudru na twarzy).
SKIN79 komplet próbek kremów BB, które zamówiłam na Ebayu z Korei. Mój zachwyt był ogromny przy różowym kremie link do recenzji 🙂, który okazał się najlepszy z trzech azjatyckich próbek.

Próbka rozświetlającego kremu tonującego Vichy, która jest ze mną już wieki całe. Nieużywana od paru lat- tylko sobie leży, albo jest przekładana z kąta w kąt. Nie wiem dlaczego jej wcześniej nie wyrzuciłam, pewnie z sentymentu 🙂  To był krem- (wtedy myślałam, że to podkład 😉 którego użyłam do mojego makijażu ślubnego. Robiłam sama swój makijaż ślubny nie mając zielonego pojęcia o niczym: malowaniu, kolejności nakładania kosmetyków oraz kolorach, które najbardziej by mi pasowały. Totalny LOL/WTF. Na zdjęciach wyszłam jednak całkiem całkiem, więc działając intuicyjnie nie wyszło aż tak źle 🙂

Od lat jestem wierna lady Speed Stick. Zapach sparkling lime coconut nie porwał mnie wcale. Dezodorant spełnia swoje zadanie jak każdy tej marki. Następnym razem wybiorę jednak inny wariant zapachowy 🙂

Moja miłość ostatnich dwóch lat Dolce & Gabbana light blue. Lekki, letni zapach idealny w Kalifornii na każdą porę roku. Skończyła mi się mała, podróżna buteleczka (mam jeszcze połowę pełnowymiarowej 100ml). Zdecydowanie mój faworyt wśród zapachów.

 Miniaturki szmponów i odżywek do włosów.

 TRESemme ‘split remedy’ (seria na rozdwojone końcówki) popularna marka szamponów w US. Mają przyjemny zapach, dobrze radzą sobie z oczyszczaniem włosów z kosmetyków stylizujących. Nie zauważyłam jednak poprawy moich końcówek (czego można się spodziewać po dwóch użyciach) Możliwe, że dłuższe stosowanie poprawia stan włosów na końcach..

Pantene do włosów farbowanych (czyli jak najbardziej moich). Miły zapach, gęsta konsystencja. Również niewiele mogę powiedzieć o tym szamponie bo nie używałam go wystarczająco długo, żeby miał szansę zadziałać na moich włosach.

 Jednorazowe próbki szamponów i odżywek do włosów.
Grupa, o której nie mogę właściwie nic powiedzieć, bo czasami w takiej jednej saszetce jest za mało szamponu/odżywki, żeby dokładnie umyć moje włosy 😉

 Aveeno living color (szampon i odżywka do włosów farbowanych).
Po zużyciu próbek mam w planach kupić pełnowymiarowe opakowania bo lubię tę markę (znam balsamy do ciała i krem do rąk). Szampon i odżywka mają bardzo przyjemny zapach, moje włosy były miękkie i przyjemne w dotyku.

L’Oreal EverCreme sulfate free. Nawilżające produkty do włosów suchych. Jedne z największych saszetkowych próbek szamponowych (po 10ml). Starczylo idealnie na umycie mojej długości włosów. Szampon, odżywka i maska sprawiły, że moje włosy po jednym użyciu były zdecydowanie mniej suche i lepiej się układały. Całkiem prawdopodobne, że dam szansę całej pełnowymiarowej serii 🙂

Aveeno Baby bezzapachowy kojący krem z wyciągiem z owsa. Kupiłam go z myślą o mojej dziecinie- kilka razy go używałam przy delikatnych, ledwo widocznych wysypkach i wysuszonej skórze- rewelacja! Gorąco polecam wszytskim z mega suchą skórą (u siebie używałam na suche łokcie i na nogi po goleniu- natychmiastowa ulga). Same superlatywy.

To jest ciekawostka 🙂 Pacifica ‘tuscan blood orange’ body butter ze styczniowego Glam Bag KLIK; Masło do ciała w tubce- tu powinna zapalić się pierwsza lampka- heloł! Prawdziwe masło do ciała zazwyczaj jest za gęste na pakowanie go w tubkę. Powiedzmy sobie szczerze- to jest dosyć gęsty balsam do ciała. Zapach na poczatku jest bardzo ‘apteczny?’ ‘chemiczny?’ ‘sztuczny?’.  Kiedy minie pierwsze wrażenie pojawia się zapach faktycznej blood orange 🙂 który utrzymuje się na skórze około pół godziny i znika na zawsze…. smuteczek… nie polecam..

Mederma maść na blizny. Rewelacja, szczcerze polecam jeśli macie do niej dostęp. Wszystkie blizny i ślady po nuszkisowych-pazurkowych zadrapaniach potraktowane tą maścią zniknęły albo zbladły tak, że ich praktycznie nie ma. Potrzebna jest jednak systematyczność w stosowaniu! Ma miły zapach i jest w formie przeźroczystego żelu.

Dwa ostatnie opakowania, które nie należą do rodziny kosmetyków, ale zrobiły na mnie tak dobre wrażenie, że postanowiłam je zaprezentować.

 Woski do kominków z WalMartu, pisałam o nich TUTAJ. Mają intensywny zapach i są sporą konkurencją dla YC jeśli chodzi o wydajność i cenę 😉

Herbaciany mix firmy Celestial. 5 smaków w jednym opakowaniu (malina, brzoskwinia, owoce leśne, borówka, wiśnia); dla mnie najlepsze rozwiązanie ever 🙂
Jestem osobnikiem, któremu jeden smak herbaty szybko się nudzi, 5 rodzajów w jednym pudełeczku idealnie zaspokaja moją potrzebę różnorodności. Nie wyobrażam sobie wieczoru bez dwóch albo trzech kubków herbaty owocowej (oczywiście każy o innym smaku).

Ufffffff..
Koniec 🙂

Buziaki!!
                                 

Previous Post Next Post

25 komentarzy

  • Esy, floresy, fantasmagorie 27 stycznia 2013 at 06:38

    Catek – zmieniłaś zdjęcie profilowe – ADORABLE:)))
    Co do denka – deniska 🙂 Ja założyłam bloga z tą myślą, że to będzie motywacja, żeby się pomału wszystkiego pozbywać:)
    Frieda – kiedy byłam w Londynie parę lat temu kupiłam sobie na spróbowanie bo koleżanka bardzo mocno zachwalała i byłam bardzo zadowolona..potem niestety w Polsce to zupełnie nie ten sam kosmetyk się okazał…Pamiętasz pytałam Cię kiedyś czy widzisz różnicę m/y kosmetykami z POlski a z Usa – ja często doświadczałam tego, że np z UK perfrumy są o niebo bardziej trwałe niż te kupione w polskiej sephorze — mam podejrzenie że są linie na zachód i wschód świata heh.

    • Esy, floresy, fantasmagorie 27 stycznia 2013 at 06:46

      Ciekawe te mydełka z Bath and Body Works = ja na razie testuje balsamy i mgiełki do ciała (podobają mi się mocno zapachy i ich trwałość)
      Płatki kolagenowe – nigdy nie miałam – mówisz że warto spróbować?
      hemp hand protector z TBS – pewnie moja Bella bylaby zachwycona:) hehe
      Dolce & Gabbana light blue – kojarzy mi się właśnie ze słońcem, oceanem i latem – czyli wypisz wymaluj – Californication 🙂
      Piękne, olbrzymie denko – GRATULACJE 🙂

    • CatKRM 27 stycznia 2013 at 06:56

      Zmieniłam zdjęcie 🙂 dziękuję za komplement 🙂
      Nie miałam okazji spróbować Friedy w Polsce. Szkoda, że bubelkowaty się okazał..
      Teraz jak będę w Polsce postaram się oagranąc kilka polskich wersji kosmetyków, które znam z USA 🙂
      Nie przepadam za balsamami z Bath and Body Works, za to mgiełki bardzo lubię (na noc 😉
      Płatki kolagenowe bardzo polecam- rewelacyjne SPA dla oczu 🙂
      Nuszkis robi sie strasznie aktywna jak poliże krem z olejkiem z konopii 🙂 nie wiem jak inne koty 😀 może to coś jak waleriana 🙂
      light blue uwielbiam i cieszę się, że mogę nim tutaj pachnieć cały rok.

      Dzięki, faktycznie olbrzymie denko. Strasznie jestem dumna z siebie, że wreszcie wzięłam się za wszystkie smutne i zapomniane kosmetyki 🙂
      Już niedługo druga część 😉

      Buziak!

  • Paulina 27 stycznia 2013 at 09:06

    dużo tego 🙂 szkoda,że nie wszystkie produkty dostępne są w Polsce. Nawet do Bath and Body Work mam strasznie daleko. Light blue uwielbiam 🙂

  • Anuszka 27 stycznia 2013 at 09:15

    wow..no to sie denko nazywa..moje to pikus;)
    ale prawda , ze az lzej? w twoim wypadku to tez i luz sie w lazience zrobil;)
    ja obecnie jestem w tej fazie gdzie mam tylko to co uzywam i staram sie nie chomikowac.

    • CatKRM 27 stycznia 2013 at 20:27

      Lżej o kilka ton. I w łazience i na sumeinu. Patrząc na te wszystkie pootwierane rzeczy maiłam wyrzuty sumienia 😉 Dążę do tego, żeby też mieć tylko to, czego potrzebuję na bieżąco.

  • kosmetyczny-przekladaniec 27 stycznia 2013 at 10:21

    Projekt Denko był chyba moim największym motywatorem do założenia bloga, tak mnie ten pomysł "kupił". U mnie na razie John Frieda sukcesywnie zdobywa moje serce. Moim numerem jeden są jego farby, super sprawdził się u mnie szampon i odżywka dla brunetek (w wersji enchanching czy jakoś tak, w życiu się tego słowa nie nauczę). Zostawiłam też trochę obu produktów mojej mamie jak byłam na urlopie i mimo innego koloru włosów też jej bardzo przypasował. Wydaje mi się też, że mam jednego bubla z produktów do stylizacji, ale jeszcze dam mu szansę. Jak trochę zejdę z zapasów muszę koniecznie spróbować tej czerwonej serii!
    Też lubię takie mixy smakowe herbat, kiedyś miałam świetny chyba firmy Bartex, niestety potem już jej nie zalazłam. Miałam też taką wersję z ziołowymi, też super.

    • kosmetyczny-przekladaniec 27 stycznia 2013 at 10:24

      Ah i zapomniałam! Od dawna marzy mi się też coś z Ogranix, może ta seria z olejkiem arganowym, ale obiecałam się pozbycie się zapasów, więc chyba teraz będę myła włosy codziennie, by ten proces przyspieszyć 😉
      I jakbym mogła o tym nie wspomnieć – kot jest boski 😉

    • CatKRM 27 stycznia 2013 at 20:31

      Kot jest zawodowy 🙂
      Johna Friedy polskiego nie maiałam okazji testować, ale z tego co słyszałam nie jest warty uwagi.
      Na herbatkę poluję znowu i coś nie mogę na nią trafić.
      O Organixie arganowym nie wiem nic, ale warto spróbować, bo cała oferta tej marki jest super.

  • aa1kamila 27 stycznia 2013 at 10:38

    Lecę do dołu, a tu końca nie ma. 🙂 Wczoraj byłam na zakupach i widziałam lady Speed Stick. Miałam ochotę sięgnąć po nią z półki, ale tak jakoś wyszło, że ziaja była na promocji. 😀

  • simply_a_woman 27 stycznia 2013 at 11:38

    tyle tego, że normalnie szczena opada 😀

  • annakondzia 27 stycznia 2013 at 11:47

    widzę wiele ciekawych produktów. już od jakiegoś czasu szukam tej pianki z Lirene i nigdzie nie mogę jej znaleźć ;/
    Szkoda, że w PL Bath and Body Works jest tylko w Wa-wie. Słyszałam dużo pozytywnych opinii na temat ich kosmetyków 😉

  • wildberry 27 stycznia 2013 at 12:27

    Ja uwielbiam BABW!
    Lubię ich i balsamy i mgiełki są super!
    Mają też rewelacyjne rzeczy do stóp!
    Mnie amerykański John Frieda oczarował osd samego początku, koleżanka zawsze paczce mi je przysyła, te w polskim rossmannie to niestety nie to samo 🙁

    • CatKRM 27 stycznia 2013 at 20:36

      Bardzo lubię mgiełki BBW, balsamy zdecydowanie do mnie nie przemawiają 🙂
      Amerykański John Frieda jest rewelacyjny. Polskiego nawet nie będę próbować, bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że się zawiodę 😉

  • strī-linga 27 stycznia 2013 at 16:37

    jacie ile denek!! bomba 🙂

  • strawberry 27 stycznia 2013 at 17:55

    denko? to nie denko! to DNO!!!

    light blue 😀 mój ulubiony zapach 😀

  • xbebe18 28 stycznia 2013 at 02:10

    Ale poszalalas;)

  • Leave a Reply