Bez kategorii

Chinese buffet

Zastanawiałam się, czy temat jedzenia jest na tyle interesujący, żeby pisać o tym posty 🙂
Myślę, że jest 🙂 Lubię jeść. Mieszkając tutaj kilka lat znaleźliśmy miejsca, które bardzo lubimy i do których wracamy. Jednym z nich jest chiński bufet.
Bufety w USA to osobny rodział życia 🙂 Pamiętam mój pierwszy raz.. Na początku wstydziłam się wstać i pójść po dokładkę a potem tak się rozkręciłam, że zjadłam tyle, że całą noc było mi niedobrze.. Ehhhh.. 
Od tego czasu wiele się zmieniło.. zmądrzałam i nabrałam sporego doświadczenia.
Na czym polega idea All You Can Eat Buffet w USA

Bufety tutaj wyglądem przypominają to co w Polsce potocznie nazywamy szwedzkimi stołami. W bufecie jest takich stołów kilka. Są stoły z gorącymi daniami, zimnymi daniami, sałatkami, deserami, owocami itp.
Wchodząc do bufetu płaci się określoną sumę (zazwyczaj uzależniona jest od pory dnia: śniadania są najtańsze, lancze droższe i obiady najdroższe). W przypadku naszego bufetu chińskiego za obiad płacimy $12,99 za osobę dorosłą i $2,99 za trzyletnie dziecko.
Po zapłaceniu zostajemy zaprowadzeni do stolika. Nikt nie czeka aż wybierzemy jedzenie z menu, bo tu nie ma takiego czegoś jak menu. Tu są gotowe dania na szwedzkich stołach. Gorące i pyszne 🙂 Jednorazowa cena przy wejściu upoważnia nas do zjedzenia tyle na ile mamy ochotę (pod żadnym jednak pozorem nie można nic do jedzenia ze sobą wynieść po skończonym posiłku). Możemy iść po dokładkę tyle razy ile mamy ochotę i nałożyć sami na własny talerz to co chcemy i ile chcemy (oczywiście nie należy przesadzać, bo w dobrym tonie jest zjedzenie wszystkiego).
Zapraszam Was na dzisiejszy obiad w naszym ulubionym chińskim bufecie Royal Buffet 🙂
Przepraszam za kiepską jakość zdjęć, ale nie chciałam się afiszować z fleszem, bo robienie zdjęć jest czasami niezbyt mile widziane..

moje ukochane sushi dla cieniasów 🙂 (w miseczce na środku wasabi i sos sojowy)

świeży ogórek i serek śmietankowy zawinięty w wodorosty i ryż

małe krewetki i kawał ryby

biały ryż, ryż z warzywami, smażony wonton z nadzieniem serowo-krabowym i frytki
smażony w głębokim tłuszczy wonton z nadzieniem ze śmietankowego serka i mięsem krabowym (pychota)

od prawej krewetki, na górze małże, na dole muszla pod pieżynką z sera w centrum spring rolls, czyli takie jakby ‘sajgonki’ nadziewane warzywami i smażone w głębokim tłuszczu
krewetki, małże, spring rolls

małże 🙂

małża (małż) zapiekana/y z serem
małże raz jeszcze (kiedyś zbierałam muszelki, ale już mi przeszło 🙂

moje ulubione:
smażone wontonowe kieszonki serowo-krabowe, pierożki imbirowe z mięsem, chińskie pierożki sakiewki imbirowe z mięskiem, kurczak w pomarańczach i kurczak pikantny

chińskie sakiewki z imbirem i mięskiem, obok chińskie dumplings czyli pierogi mięsne (oczywiście imbirowe)

zoom na smakołyki serowo-krabowe

po prawej kurczak w pomarańczach (na słodko) po lewej ostry kurczak

kraby

kraby (zdjęcie z fleszem)
moja ulubiona zupa hot and sour (ostro-kwaśna) z płatkami papryczki chili mega ostra 🙂

kolejna wyprawa po sushi dla cieniasów 🙂 plus krewetki w czosnku 🙂

trzeba się pogimnastykować, żeby obrać wszystkie niejadalne części

nie przepadam za krewetkami, za to moja córcia i mój małżon mogą je jeść tuzinami

🙂
talerz przerywnik, czyli skrzydełka i frytki 

jedyna postać krewetek, którą akceptuję 🙂 smażone w chrupiącej panierce ‘panko’
orientalna zielenina pak choy (bak choy), pusta muszla ostrygi 🙂 oraz sezamowa kuleczka z nadzieniem figowym 🙂

zdjęcie z fleszem

bardzo lubię te sezamowo-figowe kuleczki

środek na słodko
deser! owoce, galaretka i ptysie (takie jakby mini- karpatki)

obowiązkowa część bufetowania

ciasteczko z wróżbą
oto nasze wróżby 🙂
Dajcie znać, czy interesują Was takie posty 🙂 Może w przyszłości napiszę o innym ulubionym miejscu 🙂
Buziaki!
Previous Post Next Post

15 komentarzy

  • aa1kamila 3 stycznia 2013 at 14:22

    Boję się tej krewetki. :)Ja czasami zaglądam do chińskich bufetów, ale nie jest to moja ulubiona "restauracyjka". -_- Ps. Dodaję się do obserwatorów.

    kosmetyczka-kamy.blogspot.com/ <— NOWE POSTY!

  • annakondzia 3 stycznia 2013 at 15:40

    kiedyś z ciekawości zamówiłam krewetki – nigdy więcej! Ani krewetek ani innych owoców morza;)

  • rudaaa12 4 stycznia 2013 at 15:50

    O matko ile jedzenia! Posty o żarciu zawsze spoko, pamiętaj 🙂 Mnie kraby brzydzą bo czytałam ,że wrzuca się je na żywca do wrzątku.. a smaku krewetek jestem ciekawa, obserwuję:)

    • CatKRM 4 stycznia 2013 at 16:53

      Faktycznie kraby wrzucają na żywca do wrzątku. Tak jak większość owoców morza..
      Krewetki są dla mnie bardzo gumiaste, smakują specyficznie.. Jak ryba i kurczak z odrobiną mułu? 😀
      Witam w Kocim Kąciku 🙂

  • Paulina 5 stycznia 2013 at 05:16

    mmmmm, ale pyszności 🙂

  • anuszka13 5 stycznia 2013 at 21:56

    ooo, mnie bardzo interesują posty o jedzeniu, bo uwielbiam jeść, i to im dziwniejsze rzeczy tym lepiej 🙂
    ale nie powiem, dobiła mnie cena- w Krakowie za taką cenę to masz co najwyżej przystawkę i deser w jakiejś knajpie (samo drugie danie zawierające jakieś mięso to koszt ok. 50zł). Cena owoców morza już w ogóle zabójcza jest, a zazwyczaj to i tak są krewetki koktajlowe ;/ I znam jedno miejsce, gdzie raz w tygodniu jest taki właśnie szwedzki bufet- koszt to chyba 130zł od osoby…

    • CatKRM 5 stycznia 2013 at 23:26

      to jest właśnie smutne.. ceny w Polsce mnie bardzo przerażają.. i dobijają zarazem.
      tutaj owoce morza wyławia się z oceanu na miejscu niemalże (i pewnie dlatego cena jest jaka jest). mieszkam niecały kilometr od plaży 🙂 (muszę napisać posta o oceanie)

  • wildberry 6 stycznia 2013 at 00:41

    pychotka!
    też lubiłam jadać, jak bywałam w Stanach.
    Kojarzę jeszcze lody i pizze 😛

    • CatKRM 6 stycznia 2013 at 01:13

      pizza jest w każdym bufecie niezależnie od jego 'tematu smakowego' 🙂 tylko my jej nie jemy 🙂 bo to zazwyczaj typ mrożonki odgrzewanej w mikrofali 😉
      maszyna do lodów też jest 🙂 lubię sama sobie od czasu lodzika ukręcić 🙂

  • Ania Kiper 10 stycznia 2013 at 08:56

    Oj Kasiu, ale mi się jeść zachciało 🙂
    Nie lubię gotować, ale dobre jedzonko lubie jak najbardziej spożywać 😉

    Mieszkając jakiś czas temu w Londynie czasem stołowałam się w podobnych przybytkach. Jeden nazywał się Mr Au a drugi Mr Wu i znajdowały się w okolicach Covent Garden i Leicester Sq. Jeść można było na tej samej zasadzie za 5 funciaków.
    Niestety już ich nie ma, ale w chińskiej dzielnicy w Londynie wciąż można zjeść pyszną chińszczyznę za przyzwoitą cenę.

    Ceny w Polsce niestety są dobijające. Nie znam w Warszawie dobrej chińszczyzny w rozsądnej cenie, ale może o czymś nie wiem..

    • CatKRM 10 stycznia 2013 at 09:09

      Mi też zawsze chce sie jeść jak patrzę na chińskie jedzonko 🙂
      Nie jadłam w Polsce dobrej chińszczyzny jeszcze..
      Za to w Szczecinie jest rewelacyjna indyjska restauracja Bombay 😀 mmmmmmmm.. Tylko cena jedzenia jest zdecydowanie dobijająca..
      Niestety..

    • Mania 11 stycznia 2013 at 17:49

      No własnie słyszałam, że Bombay jest świetny ale ceny zabijają.

  • Mania 11 stycznia 2013 at 17:48

    Ale pyszności (z wyjątkiem owoców morza do których nie mogę się przekonać ;P)
    Uwielbiam sushi ale niestety w Polsce trochę to kosztuje, powinien powstać bufet z azjatyckim jedzeniem, chodziła bym tam codziennie :D:D:D

  • Leave a Reply