Monthly Archives

Wrzesień 2013

Bez kategorii

poniedziałkowy przegląd półek sklepowych

Kolejna porcja zdjęć z moich sklepowych wypraw.

Target:

stojak na biżuterię <3

to też <3
dziurki na brzegach są na kolczyki

targetowe woski do kominków
wybrałam sobie bambusowo-trawiaste

dowiedziałam się, że Yankee Candle ma w swojej ofercie zapachy do kontaktów 🙂

małe świeczki samplerowe były w promocji
niestety tylko 4 zapachy do wyboru

gdybym miała wybierać wybrałabym te 🙂

miałam zapach wosku Midnight Jasmine- oczarował mnie intensywnością
ten pachnie podobnie ale zdecydowanie delikatniej

targetowa oferta YC jest dosyć duża

i różnorodna

 ROSS:

monotematycznie:
Yankee Candle- w zadecydowanie niższej cenie

małe atomizerki do odświeżania pomieszczeń

zestaw maseczek które kupiłam i używam- są świetne

revlonowe lakiery- zawsze któryś się rozleje 😉

galaktyczne buty kosmiczne

taka ciekawostka

‘modowa’ O_o

takie tam w przymierzalni w ROSS

 Kmart:

niedawno odkryte przeze mnie imPRESS nails
alternatywa dla sztucznych paznokci- gotowy manicure który jest wyposażony w samoprzyklejającą się do naturalnych paznokci powierzchnię.. 

jeszcze ich nie miałam.. ale kto wie.. 😉

zestaw pędzli ecotools <3
cudny dizajn

i fajne opakowanie do którego można zajrzeć przez szybkę 😉

helloweenowa szafa limitowana wet’n’wild
jak dla mnie szału nie ma.. zupełnie nieużywalne rzeczy

nagrobkowe buteleczki lakierów do paznokci

CVS:

linia Fergie wet’n’wild

pastele od Sally Hansen

nowe cukierasy

piaskowe

bardzo przyjemne kolory

zupełnie nierozchwytywane ‘tablicowe’ limitki Revlona
chętnych brak- pełna oferta od kilku dni na wystawce..

lakiery Milani

pudry rozświetlające Milani

ten najbardziej wpadł mi w oko

lakiery wet’n’wild

Walgreens:

limitowana jesienna kolekcja Sinful Colors

helloweenowe Sinful Colors

wyjęta spod lady limitka wet’n’wild

to z niej wybrałam moje najnowsze trzy paletki cieni

tutaj o nich pisałam *KLIK*

limitowana kolekcja ELF

lakiery do paznokci, zestawy kosmetyków kolorowych, paletki cieni, kosmetyczki, ozdoby do włosów itp

paznokciowe ozdoby

jedyne na co zwróciłam uwagę to kosmetyczko-kuferki (na samym dole)

Buziaki!

Bez kategorii

suchy szampon dla blondynek

Zanim zaczęłam pisać bloga, Batiste kojarzył mi się z serialem Dexter a suchy szampon z dziwaczeniem i zupełnie niepotrzebnym gadżetem łazienkowym.
Po kilku recenzjach na które trafiłam przy czytaniu blogów zainteresowałam się działaniem i funkcją suchego szamponu. Nie polega ona na ‘umyciu’ włosów (jak kiedyś sobie tłumaczyłam) a jedynie na tymczasowym odświeżeniu.
Z ciekawości kupiłam niedrogi i łatwo dostępny suchy szampon Suave. Po kilku użyciach moje uczucia były mieszane z tendencją do nielubienia. Szampon zostawiał biały nalot, który trzeba było dosyć długo wyczesywać i wytrząsać z głowy. Bardzo męczył mnie jego zapach. Bardzo. Do tego stopnia, że wolałam umyć i wysuszyć włosy niż po niego sięgać..
Zrobiłam kilkumiesięczną przerwę w używaniu tego kosmetyku.
Jakiś czas temu trafiłam na dobrze znany i powszechnie lubiany suchy szampon Batiste (przy okazji uświadomiłam sobie, że w Dexterze jest Batista a nie Batiste). W moje ręce trafiła wersja dla blondynek i nie wcale nie oznacza to, że jest łatwiejsza w obsłudze 😀
Postanowiłam dać mu szansę i pozwolić przywrócić dobre imię suchym szamponom w moich oczach.

Batiste ma typowe dla suchych szamponów opakowanie. Bardzo podoba mi się jego dizajn i kolory. Mam wersję o pojemności 200 ml.
Szampon wydostaje się z opakowania pod ogromnym ciśnieniem w niewielkich ilościach co bardzo ułatwia jego aplikację, bo jest mniejsza szansa że naniesiemy go za dużo w jedno miejsce na głowie.

Batiste pachnie przecudnie 🙂
Zapach w kosmetykach jest dla mnie bardzo ważny (czasami wydaje mi się że najważniejszy).
Używanie go to sama przyjemność. Bardzo często po niego sięgam tylko po to, żeby odświeżyć samą grzywkę i rozpylić jego zapach wokół siebie. Zapach utrzymuje się na moich włosach wiele godzin. Jest to ogromny plus, bo im więcej czasu upływa od ostatniego mycia włosów tym intensywniejszy staje się ‘włosowy’ aromat (z pewnością wiecie o co mi chodzi).
Batiste świetnie ten aromat maskuje.

Wersja dla blondynek nie jest biała. Jest mlecznożółta. Nie nadaje jednak włosom żółtego odcienia.
Po spryskaniu ręki kolor może wydawać się niepokojący, ale po wyschnięciu staje się jaśniejszy i mocno rozbielony.

Czasami mam wrażenie, że na włosach pojawiają się delikatne złote refleksy.

Jest to zdecydowanie mój ulubieniec.
Wiadomo- nie zastąpi mycia włosów ani nie nada im takiej świeżości jak zwyczajne umycie szamponem.
Dla mnie ważne są dwie rzeczy- zniwelowanie tłustej warstwy sebum u nasady włosów i zneutralizowanie ‘włosowego’ zapachu. Szampon Batiste radzi sobie rewelacyjnie w obu przypadkach. Jest to kosmetyk, do którego będę wracała i bardzo chętnie poznam inne wersje zapachowe.

Nuszkisława dzielnie nadzorowała sesję zdjęciową. I dodatkowo przeprowadziła kontrolę jakości.

Potem przeniosła się do namiotu, gdzie razem z Mają obserwowały wszystko z bezpiecznej odległości.

Offtop #1
OMG to jest post numer 300..

Offtop #2
Przede mną wizja zrobienia wielkiego denka. Mam dwie możliwości: post albo filmik na YT.
Dajcie znać co będzie dla Was przyjemniejsze w odbiorze.

Buziaki!

Bez kategorii

czy w USA łatwiej jest dobrać kolor podkładu?

Będąc ostatnio w drogerii CVS przechodziłam alejką z podkładami. Jak zwykle szybkim krokiem nie rozglądając się za bardzo. Nie używam tego rodzaju kosmetyków i nie jestem nimi nadmiernie zainteresowana. Tym razem jednak mój wzrok przykuły podkłady Maybelline z linii FIT me! Pierwszy raz zwróciłam uwagę na ilość dostępnych kolorów. Wzięłam do ręki najjaśniejszy i najciemniejszy dostępny odcień. Różnica była porażająca.

Każda dostępna w USA marka kosmetyczna ma w swojej ofercie szeroką gamę kolorów. Mieszka tutaj tak wielka mieszanka ras i narodowości, że firmy chcąc zdobyć klientów muszą wyjść naprzeciw oczekiwaniom wszystkich potencjalnych użytkowników.

Maybelline FIT me! ma w swojej ofercie aż 18 odcieni podkładu. Na powyższym zdjęciu nie zmieściłam najwyższej półki na której stało 6 buteleczek.

Z ciekawości podeszłam również do szafy CoverGirl. Tutaj można wybierać spośród 14 kolorów.
Na stronie internetowej są dwa dodatkowe odcienie co razem daje 16.

Obecnie używam kremu BB i jeszcze nie miałam okazji dobierać sobie koloru podkładu. Kiedy przyjdzie czas, że zdecyduję się na zmianę mojej makijażowej rutyny i awansuję z lekkiego kremu na bardziej kryjący kosmetyk- podzielę się z Wami wrażeniami z procesu doboru odcienia.

Buziaki!

Bez kategorii

spełniam swoje małe marzenia #3

Po wielu długich tygodniach, ba! nawet miesiącach poszukiwań udało mi się dzisiaj znaleźć limitowaną kolekcję cieni do powiek wet’n’wild. Zupełnie przypadkowo weszłam do drogerii Walgreens. Z trzech najpopularniejszych drogerii w mojej okolicy (CVS, RiteAid, Walgreens) ta jest moja najmniej ulubiona. Weszłam bo byłam w okolicy.
Przeszłam się między półkami, ale nie zauważyłam nic na co miałabym ochotę.
No dobra, OK było coś 😉 Pokażę wam jutro w sklepowym poście zdjęciowym 😀
Przed samym wyjściem ze sklepu trafiłam na miłą panią pracownicę, która zapytała czy znalazłam wszystko czego szukałam. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że od tygodni próbuję znaleźć limitowane kolekcje potrójnych cieni do powiek wet’n’wild. Miła pani powiedziała, żebym poszła za nią, bo kojarzy że coś dzisiaj dowieźli, ale jeszcze nie jest wystawione. Poszłysmy do małej kasy kosmetykowej (gdzie można szybko zapłacić za małe zakupy kolorówkowe nie stojąc w długiej kolejce). Pani zniknęła za ladą i wyłoniła się z niewielkim displayem na którym stały piękne i lśniące kosmetyki z limitowanej jesiennej kolekcji ‘Fall 2013 Be A Runway Beauty’
Wybrałam trzy limitowane paletki 🙂 Przy kasie okazało się, że wszystkie są w promocji.
Cena obniżona z $3.29 na $2 😀 Lubię to!
W ostatniej chwili wynalazłam jeszcze w koszyku z promocjami poczwórne cienie Rimmel.

Grays Matter

najjaśniejszy kolor ma delikatny shimmer, pozostałe dwa są matowe

w normalnym świetle bez bazy

w pełnym słońcu bez bazy

Camera Obscura

najwyższy kolor w paletce jest matowy, środkowy ma delikatny shimmer, najciemniejszy ma shimmer i granatowe drobinki
w naturalnym świetle bez bazy

w pełnym słońcu bez bazy

Silent Era Film

najjaśniejszy i najciemniejszy kolor mają delikatny shimmer, środkowy jest matowy

w naturalnym świetle bez bazy

w pełnym słońcu bez bazy

Wszystkie paletki bardzo przypadły mi do gustu 🙂
Cienie są świetnie napigmentowane i łatwe w aplikacji. Już niejeden raz pisałam, że wet’n’wild to moja najulubieńsza marka cieni do powiek.

dodatek do zakupów

poczwórna paletka Rimmel numer 13 Sweet Smoulder

pigmentacja jest całkiem przyzwoita a kolory przyjemne
(jak się okazało jest to zestaw cieni dla zielonych oczu- czyli dla mnie strzał w dziesiątkę)

w pełnym słońcu bez bazy

w normalnym świetle bez bazy

wesoła gromadka

<3

Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam bonusowego pieseła 🙂
Znacie pieseła? Jest go teraz dużo w internetach.

Buziaki!

Bez kategorii

nowości i zakupy ostatnich tygodni

Zebrałam wszystkie nowości z ostatnich kilku tygodni 🙂 Jest ich bardzo mało. Niezmiernie mnie to cieszy. Moje postanowienie kupowania tylko potrzebnych kosmetyków jest cały czas aktualne i trzymam się go bardzo mocno. W moich nowościach pojawiły się również akcesoria i zapachy do domu 🙂

wczorajszy zakup
to chyba mój pierwszy kontakt z kosmetykami Flos-Lek

w jednym z moich okolicznych sklepów ROSS pojawiły się polskie kosmetyki 🙂
wybrałam zestaw maseczek w wyjątkowo eleganckim opakowaniu

w środku znajdziemy trzy podwójne saszetki z maseczką
napisy są po polsku <3

w Bay Area udało mi się upolować suchy szampon batiste dla blondynek 😀

w Marshalls w całkiem przyjemnej cenie
uwielbiam jego zapach <3

pocztą przyszedł zestaw sztucznych rzęs kupiony na Ebayu
cały czas czekam na klej

są bardzo subtelne i delikatne

drobiazgowy zajęczak  biżuteryjny kupiony w Bay Area w Home Goods za 70 centów
(okolicznościowe buziaki dla Zajęczaka)

cena była przyklejona na wewnętrznej stronie miseczki i żeby się jej pozbyć musiałam przetrzeć ‘zacenione’ miejsce acetonem-  naklejka zeszła razem z warstwą farby 😀

nie ma tragedii 🙂 przetarłam resztę talerzyka i wierzch zajęczaka acetonem nadając mu vintydżowego charakteru 😀

zając w akcji

woski zapachowe ze sklepu Target

żel pod prysznic Herbal Essences
jestem ciekawa jak się sprawdzi- pachnie bardzo podobnie do Taj Sunset
(szamponów i odżywek tej marki nie znoszę)

mała świeczka Bath & Body Works

zapas podgrzewaczy do kominków z Ikei (moje ulubione)

Buziaki!

Bez kategorii

Vlog: wycieczka do Bay Area, krajobrazy i jedzenie w USA (YouTube)

W ubiegłym tygodniu byliśmy na krótkim wyjeździe w Bay Area.
Zawsze przygotowywałam posty zdjęciowe z tej okazji. Tym razem postanowiłam zrobić filmik i zamiast zdjęć robiłam krótkie ujęcia filmowe w różnych miejscach i sytuacjach. Wyszło tego ponad półtorej godziny materiału. Udało mi się wybrać kilka ciekawych momentów i zmontować krótki, prawie 8 minutowy filmik 🙂

Zobaczycie trochę kalifornijskich krajobrazów, sporo amerykańskiego jedzenia i malutką część San Francisco.
Dajcie znać czy taka forma filmików (bez mówienia z muzyką) jest przyjemna w odbiorze.
Miłego oglądania 🙂

KLIKNIJ- Przeniosę Cię do filmiku 🙂

 Buziaki!

Bez kategorii

takie tam z essie i JJ

Moje paznokcie są aktualnie w fazie przejściowej pomiędzy obcięciem a odrośnięciem.
Nigdy nie wiem co mam przez ten czas robić. Z jednej strony chciałabym żeby jak najmniej uwagi było skupianej na moich dłoniach, ale z drugiej fajnie byłoby wyżyć się artystycznie 😉
Żeby było ciekawiej dwa dni temu złamały mi się oba środkowopalcowe paznokcie.. Oh well.. Życie.
Postanowiłam nie przejmować się tym faktem i wypróbować połączenie moich dwóch ulubionych lakierów. Essie Sexy Divide i Jolly Jewels 102.

w pełnym słońcu

Nuszkisława kot i ja

Buziaki!

Bez kategorii

Los Angeles Galaxy-Seattle Sounders FC (wieczór na stadionie)

Wybraliśmy się w sobotę na mecz. Całą rodziną. Mój mąż dostał blety od znajomego, który sam nie mógł ich wykorzystać. To mój drugi mecz piłki nożnej na żywo tutaj w USA. Na pierwszym byłam ponad 4 lata temu. Grała Chelsea Londyn (sportowa miłość mojego męża) z Inter Mediolan. Byłam wtedy w ciąży i zawsze śmiejemy się, że od samego początku wszczepiamy Dziecinie miłość do sportu 😉
Sobotni mecz zaczynał się o 19:30 czyli wtedy kiedy nadchodzi czas na mycie i spanie naszej najmłodszej. Postanowiliśmy jednak zaryzykować i ten wieczór spędzić inaczej niż zwykle. (oczywiście jechaliśmy będąc przygotowani na to, żeby w każdej chwili zapakować się do samochodu i wrócić do domu położyć Dziecinę spać).
Byliśmy na całej pierwszej połowie i przerwie 🙂
Uwielbiam atmosferę na amerykańskich stadionach. Ludzie przychodzą tutaj żeby oglądać mecz, spotkać się z innymi kibicami, pogadać, pokibicować i spędzić miło czas. Nie ma agresji, wściekłości i fanatyzmu. Na trybunach jest zawsze bardzo dużo dzieci.
Udało mi się zrobić dla Was trochę zdjęć 🙂

pan kibic z żółtym szalikiem Galaxy był bardzo głośny i wylewny 😉

bilety

przed meczem
mieliśmy miejsca niemalże przy samej murawie

na samej górze była trawiasta skarpa na której można było rozłożyć się na kocu 😀

kamerzyści filmowali trybuny
przy odrobinie szczęścia można było zobaczyć się na dużym telebimie 🙂

trybuny powoli ale bardzo sukcesywnie zapełniały się kibicami

po murawie krążyła maskotka LA Galaxy o wdzięcznym imieniu Cozmo i numerze koszulki 00

pomiędzy siedzeniami cały czas chodzili sprzedawcy przekąsek w kosmicznych cenach 🙂

zgraja dzieciaków wprowadziła zawodników

zawodnicy LA Galaxy

jak przed każdym meczem w USA został odśpierwany hymn państwowy

na stojąco z szlikami w górze

chciałabym mieć taką lufę jak ten pan 🙂

po hymnie organizatorzy wystrzelili biało-czerwono-niebieskie fajerwerki w kolorze flagi narodowej

były to jedyne efekty świetlne na meczu 😉
(if you know what I mean)

równo z gwizdkiem rozpoczynającym mecz w górę poleciało konfetti w barwach gospodarzy (żółto-niebieskie)

zawodnicy LA Galaxy grali w białych strojach

przez cały czas nie mogłam się napatrzeć na rozmiar obiektywów 😀

dokładnie taki widok mieliśmy z naszych miejsc

ta pani w szarfie i musztardowej spódnicy to Miss Los Angeles
w dwudziestocentymetrowych szpilkach dzielnie wkroczyła na murawę (z każdym krokiem coraz bardziej zatapiając się w grunt)

mecz skończył się wynikiem 1:1 (obie bramki padły w pierwszej połowie)

Buziaki!

Bez kategorii

odliczanie do złuszczania- koreańska maska stopowa

Dwa dni temu włożyłam stopy w foliowe skarpety wypełnione płynem powodującym całkowite złuszczenie naskórka. Za 4-5 dni powinna zacząć odchodzić wierzchnia warstwa skóry 🙂

Przed przystąpieniem do ‘zabiegu’ zmyłam lakier z paznokci u stóp, delikatnie usunęłam tarką skórę z pięt a potem wymoczyłam nogi w ciepłej wodzie z dodatkiem lawendowej bomby musującej 🙂
Rozcięłam skarpety maseczkowe i włożyłam w nie stopy. Płyn peelingujący pachniał jak ziołowy roztwór z duża ilością alkoholu. Przez półtorej godziny miałam uczucie chłodu na stopach. Nic nie piekło, nie szczypało ani nie bolało. Po wyjęciu stóp z foliowych skarpet dokładnie umyłam je ciepłą wodą (a potem wskoczyłam pod prysznic).

Z moimi stopami nie dzieje się jeszcze nic. Będę Was informowała jak pojawią się jakieś zmiany. Planuję dokumentować zdjęciowo proces złuszczania i za jakiś czas pojawi się post obrazujący cały proces.
Tymczasem zaprezentuję najsłodsze nóżki jakie tylko można sobie wyobrazić.
Nóżki Nuszkisa :3

Buziaki!

Bez kategorii

amerykańskie Yankee Candle- jakość wosków i dział obsługi klienta

Dzisiaj będzie krótka historia o woskach Yankee Candle. Właściwie historia o tym jak traktowani są klienci, którzy mają problem z jakością kupionych produktów.
Zacznijmy od samego początku.
Jak wiecie dwa tygodnie temu przyszło moje pierwsze w życiu zamówienie z Yankee Candle. Skuszona samymi pozytywnymi recenzjami na blogach i w internetach postanowiłam sama własnym nosem potwierdzić jak prawdziwe są te opinie. Do tej pory topiłam woski zapachowe dostępne w sklepie Walmart. Mam o nich jak najlepsze zdanie. Są świetne. Za $1.99 (cena regularna) kupuję opakowanie z 6 kostkami woskowymi- każda kostka starcza na jedno topienie (na upartego można podgrzać ten sam wosk jeszcze raz ale ja lubię intensywne zapachy więc nie męczę wielokrotnie ani wosków ani swojego nosa).
Rozpieszczona walmartowymi woskami z utęsknieniem czekałam na moją przesyłkę. Kupiłam 22 tarty Yankee Candle przez internet bezpośrednio z ich strony. Dwa  promocyjne zestawy (letni i bożonarodzeniowy) po 10 tart w każdym ($8 za zestaw) i dwie tarty z aktualnej oferty w regularnej cenie za $1.99
Kiedy zamówienie z YC wreszcie do mnie dotarło- z niecierpliwością wybrałam pierwszą tartę (Sun & Sand), podzieliłam na 4 części i jedną z nich włożyłam do kominka. Zapaliłam świeczkę i czekałam na cudowny aromat.
Tarta się stopiła, wosk się rozgrzał a ja nadal czekałam.. 15 minut, 20, pół godziny- nic.. Dorzuciłam kolejną ćwiartkę tarty. Po 10 minutach ledwo ledwo zaczął unosić się delikatny i bardzo miły zapach słońca, olejku do opalania i ogrzanej słońcem skóry. Dorzuciłam trzecią ćwiartkę tarty, a po jakimś czasie czwartą. Zapach stał się mocniejszy, ale po oddaleniu się o 3-4 kroki od kominka zanikał..
Pomyślałam, że trafiłam na delikatny zapach i że może tak właśnie ma być.. Wieczorem tego samego dnia postanowiłam spróbować kolejnego zapachu- tym razem ze świątecznej kolekcji. Wybrałam Holiday Bayberry bo wydawał mi się być najintensywniejszy. Zaczęłam tak samo- od ćwiartki tarty.. Sytuacja powtórzyła się ale tym razem nie dorzucałam systematycznie po 1/4 wosku tylko włożyłam wszystko za jednym razem. Coś było zdecydowanie nie w porządku. Przez kolejne kilka dni stopiłam 8 albo 9 tart i za każdym razem historia się powtarzała. Byłam maksymalnie zawiedziona.. Jak to? Czyżby internety kłamały? A może mój nos się popsuł 🙁
Postanowiłam dać szansę tarcie z regularnej oferty (do tej pory wybierałam zapachy z promocyjnych zestawów) Wrzuciłam do kominka pół tarty Midnight Jasmine. Po kilkunastu minutach w CAŁYM MIESZKANIU unosił się przepiękny intensywny zapach jaśminu. Zagadka się rozwiązała. Wszystkie 20 tart z promocyjnych zestawów było przeterminowanych/zwietrzałych/niepełnowartościowych- jak zwał tak zwał.
Byłam zniesmaczona, zdenerwowana i zła.. Ale najbardziej byłam chyba zawiedziona i smutna..
Napisałam do Magdy B.- eksperta do spraw YC :3 i dałam Jej znać o moich doświadczeniach z tartami.
Pierwsze co poradziła mi Magda to napisanie do customer service. Tak. To właśnie robi się jak pojawia się problem z produktem. Szczerze przyznam, że zwyczajnie nie chciało mi się ślęczeć i pisać wiadomości, ale pomyślałam, że kurczę.. Wydałam ponad $25 i nic z tego nie mam. Jak nie napiszę, to będę jeszcze bardziej na siebie zła.
Usiadłam i napisałam długą wiadomość. Nie zwymyślałam nikogo, nie żądałam zwrotu pieniędzy, nie oskarżałam o oszustwo. Napisałam, że jestem zwyczajnie zawiedziona i smutna bo moje pierwsze zamówienie ever na które tak bardzo czekałam okazało się być bardzo słabej jakości. Że jestem bardzo zdziwiona brakiem intensywności zapachu tart YC, i na końcu napisałam, że po takim doświadczeniu nie będę zamawiała produktów ich marki.
Następnego dnia rano pierwsza wiadomość w mojej skrzynce była od przedstawicielki działu obsługi klienta Yankee Candle. Pani reprezentująca firmę przeprosiła za zaistniałą sytuację i zapytała które dokładnie tarty nie spełniają standardów jakości. Odpisałam zgodnie z prawdą, że w porównaniu z zapachem Midnight Jasmine- wszystkie 20 tart z promocyjnych opakowań jest niepełnowartościowych. Pani z customer service w kolejnym mailu zapytała mnie co chcę w zamian na felerne produkty. Miałam ogólnie odpisać że jeśli jest taka możliwość, to chcę tarty które spełniają wszystkie normy jakości 😉 ale dzięki radzie Dobrej Duszyczki (dzięki Mamuś) wybrałam 20 konkretnych zapachów z dostępnej oferty i wysłałam jako załącznik do maila.
Nie chciałam żeby ktoś zdecydował za mnie jakie zapachy dostanę, bo mogłam wylądować znowu z czymś co mnie zawiedzie. W odpowiedzi dostałam potwierdzenie zamówienia za które nic nie musiałam płacić i kolejne przeprosiny za zaistniałą sytuację. To było w ubiegły weekend.
Wczoraj dostałam przesyłkę od Yankee Candle. W paczce znalazłam 21 tart. 20 tych które sama wybrałam i jedną dodatkową w prezencie (Summer Wish).

Różnica w jakości wosków z pierwszego zamówienia i drugiego zamówienia jest ogromna.
Teraz dopiero poznaję intensywność i moc o której tyle czytałam.
Jestem cały czas na etapie odbudowywania zdania o jakości produktów marki Yankee Candle.
Zdanie o jakości customer service (dziale obsługi klienta) mam już wyrobione 😀
W USA takie traktowanie klientów to norma.
Jak jest teraz w Polsce? Miałyście jakieś doświadczenia z reklamacjami i działem obsługi klienta?
Jakiekolwiek..
Dajcie znać.

Buziaki!