Monthly Archives

Luty 2013

Bez kategorii

Lubię fiolet, przepadam za turkusem

Dzienny makijaż ametystowo-turkusowy.
Oraz kilka słów o moich oczach.

Lubię fiolet, przepadam za turkusem 🙂 Dlaczego nigdy nie łączyłam ich w makijażu? Nie wiem..
Dzisiaj zrobiłam to pierwszy raz (wiem, to żadne mejkapowe odkrycie, ale dla mnie nie lada wydarzenie)
Cały czas uczę się i eksperymentuję z cieniami, eyelinerem, kolorami i ich nasyceniem.
Wyszło bardziej niebiesko niż fioletowo, ale i tak mi się podoba 🙂

Fiolet i turkus to kolory, których się nie boję 🙂 Wiem, że nie zrobię sobie nimi krzywdy. Czasem nawet podkreślą zieleń moich szaro-zielonych oczu 🙂

Najważniejszą rzeczą, która charakteryzuje moje oczy, to mega opadające powieki. Muszę bardzo mocno wyciągać kolory poza powiekę ruchomą, żeby zaprezentować je światu..

Eyeliner jest tak naprawdę w moim przypadku bardzo prywatnym i skutecznie ukrywanym zjawiskiem. Jest prawie niewidoczny. Dopiero przy zamkniętych oczach można obejrzeć go w całej okazałości.

Lubię swoje rzęsy. Są gęste i dosyć długie. Odpowiednio dobrana maskara robi z nimi miłe czary-mary 🙂

Brwi podkreślam brązową kredką. Od niedawna. Wiele czasu zajęło mi przekonanie się do brwi ciemniejszych niż sprezentowała mi natura.
Już wiem, że ciemniejsza oprawa oczu jest najlepszym dopełnieniem makijażu.
Nie popadam w skrajność i nie obrysowuję sobie skóry dookoła brwi, bo jest to groteskowe (if you know what I mean 😉 W miarę mozliwości skupiam się wyłącznie na przejechaniu kredką bezpośrednio po brwiowych włoskach. I to wystarczy.

Kosmetyki, które wykorzystałam do dzisiejszego makijażu:

Dwie paletki Shimmer Strips z Physicians Formula
*Green Eye Candy (fiolety)
*Blue Eye Candy (niebieskości)
Baza pod cienie Too Faced Shadow Insurance
Eyeliner (z Polski) my Secret, kolor Amethyst nr 11
Kredka do oczu Essence Long Lasting Eye Pencil kolor Tu-Tu-Tourquoise nr 17
Essence multi action mascara kolor black
Do brwi: kredka do powiek Essence, kolor Teddy nr 08
Mineralny rozświetlacz do twarzy (zawsze podkreślam nim łuki brwiowe i wewnętrzne kąciki oczu)

tych kolorów użyłam 🙂

Lubicie fiolet? Przepadacie za turkusem?

Buziak!

Bez kategorii

Trader Joe’s Coconut Body Butter

Na początku lutego kupiłam kokosowe masło do ciała Trader Joe’s.
Delikatna konsystencja, naturalne składnki, ciekawe rozwiązanie z opakowaniem i przystępna cena.
Tak wyglądał w dzień zakupu, około dwóch tygodni temu.
Tak wygląda teraz.
Wystarczy jeszcze na dwa użycia.
Do wydobywania masła z opakowania używam szpatułki. Według mnie to najbardziej higieniczny sposób.
Oczywiście trzeba ją myć po każdym użyciu.
Skład.
Moje odczucia:
Najważniejszą rzeczą jest dla mnie zapach 🙂
Nawet jeśli jakiś kosmetyk jest hipernawilżający, cudownie odmładzający, ma idelny skład ale nie pachnie tak jak lubię- nie będę używała go z przyjemnością i najprawdopodobniej nie kupię go drugi raz.
Tak było z tym masłem do ciała.
Po otwarciu opakowania można wyczuć delikatny, kokosowy aromat i kilka innych nut zapachowych.
Po wsmarowaniu w skórę zapach kokosa schodził na drugi plan. Pierwszy zapach, który pojawiał się za każdym razem po aplikacji to zapach starej wody (?). Moge go porównać do zapachu prania wysuszonego w wilgotnym pomieszczeniu. Ma to sens? Mam nadzieję, że macie chociaż blade pojęcie o co mi chodzi 🙂
Przy wsmarowywaniu masła w skórę miałam również wrażenie, że w pewnych momentach woda oddzielała się od masła i tworzyła osobną warstwę na skórze. Za dużo wody w składzie??
Tak jakby to była bardziej margaryna a nie masło..
Poza zapachem i konsystencją nie mam nic do zarzucenia.
Świetnie nawilża, szybko się wchłania, nie tworzy tłustej warstwy na skórze. Cena również rewelacyjna.
Mimo, że z wydajnością nie jest najlepiej, masło Trader Joe’s jest bardziej opłacalne niż te z TBS, bo mamy 4 masła TJ w cenie jednago z The Body Shop. 
Jeśli macie do niego dostęp i zapach kosmetyku nie jest dla Was sprawą pierwszorzędną- jak najbardziej polecam.
Ja już mam następcę 🙂
Masło do ciała z orzechem brazylijskim The Body Shop, które czeka na swoją kolej od kilku miesięcy. Zwlekałam z używaniem go ze względu na zapach, który na początku mi nie odpowiadał. Teraz, po doświadczeniu z kokosowym masłem Trader Joe’s, będę używała orzecha brazylijskiego z przyjemnością, wiedząc, że nie będę się męczyła z dziwnym wodnym aromatem i margarynową konsystencją 🙂
Jak widać po napoczęciu robiłam testy zapachowe. Na jednym ręku kokos, na drugim orzech brazylijski 🙂
Orzech wygrał..
To było w moim przypadku jednoopakowaniowe doświadczenie 🙂
Buziaki!
Bez kategorii

Goat edition

Cały czas w internetach pojawiają się różne nowe rzeczy.
Najczęściej są tak głupie, że aż śmieszne.
Po przeróżnych viral videos (cały czas głośnym Harlem Shake) przyszedł czas na kolejną nowość 🙂
W ciągu ostatnich dni pojawiły się jak grzyby po deszczu piosenki z gościnnym udziałem kóz 😀
Wszystko zaczęło się chyba od filmiku tego typu:
koza właściwa krzyczy w 1:43 minucie
wielką radość sprawiają mi również rogaty kozioł od 0:48 sekundy
oraz zebra od 1:19 minuty
Ktoś doszedł do wniosku, że wiele znanych i powszechnie lubianych przebojów można zmiksować z ‘wokalem’ kozy 😉 po czym skonstruował pierwszy filmik z gościnnym udziałem kozich wokalistek.
Nie wiem który z nich był kozim pionierem, wiem, że wszystkie powodują uśmiech na mojej buzi 🙂 (czasem niekontrolowane parsknięcia)
Taylor Swift ‘I knew you were trouble’
Justin Bieber ‘Baby’
Skrillex
Adele ‘Rolling in the deep’
Nicki Minaj ‘Starships’
Usher ‘Scream’
Will.I.Am & Britney Spears ‘Scream & shout’

Miley Cyrus

Rebecca Black ‘Friday’

Jest ich więcej, a twórczy młodzi ludzie biorą się za coraz starsze piosenki, i już można posłuchać między innymi J. Bon Jovi, A. Keys, Maroon 5 w kozich wersjach. Czy udane? Hmmmm..
Wiem, mam ciężkie poczucie humoru. I nie ukrywam, że bardzo je lubię 😀
Co sądzicie o Goat edition? Kolejny hit czy strata czasu?

Miłej środy 🙂

Buziaki!
Bez kategorii

ajfon miks #3

Zrzut zdjęć mobilnych #3
Przywołujemy polską wiosenkę kolifornijskim słoneczkiem 🙂
Uwielbiam te drzewa. Kwitną tylko podczas zimowych miesięcy, zazwyczaj styczeń-marzec.
 

Czerwone autobusy wożą pasażerów za darmo. Są cztery albo pięć linii obejmujących całe miasto i przystań 
Jedno z wielu miejsc, gdzie graffiti zdobi ściany. Na czas remontu budynku, wieszane są ogromne płyty pilśniowe, na których powstają rysunki. Po skończonym remoncie są zdejmowane, a ściany pozostają nienaruszone 🙂

 Na tych można się nawet podpisać 🙂 Miejsce jest dla wszystkich 🙂
 Pozostając przy ulicznej sztuce, można zaobserwować, że większość skrzynek (telefonicznych?/elektrycznych?) jest również pomalowana przez wynajętych artystów.
W Long Beach jest dużo stojaków do przypięcia rowerów. Najczęściej dopasowanych tematycznie do okolicznych sklepów 🙂 Ta rowerowa babeczka jest przy kawiarnio-ciastkarni 🙂

Na koniec troszkę okolicznej zieleni:
 Mak 🙂 
Pomarańczowy mak to kwiat-symbol Kalifornii. Na ulicach i rabatach można spotkać maki w wielu kolorach 🙂 Lubię białe i klasycznie czerwone 😉
 Paproty.
 A to fikus beniamin. W Polsce spotykany w doniczkach, a tu na ulicach 🙂

 Przybudynkowa rabatka.
Schody przeciwpożarowe, które zawsze mnie fascynują. Mają spuszczane drabiny, po których schodzi się na ziemię w razie ewakuacji. Prawie wszystkie budynki mają takie schody.
Na koniec jeden z moich kontaktów. 
Amerykańskie kontakty mają strasznie przerażony wyraz twarzy.
A może to zdziwienie?
Buziak!
Bez kategorii

Coastal Scents eye make-up

W lutowym Glam Bag dostałam zestaw czterech próbek cieni Coastal Scents w kolorach, które na pierwszy rzut oka nie zrobiły na mnie wrażenia.. Dałam im jednak szansę. Okazało się, że są całkiem niezłe 🙂

Przypadły mi do gustu wszystkie perłowe. Matowy żółty okazął się najsłabszy (w kwestii koloru, trwałości i przede wszystkim pigmentacji)

Do makijażu użyłam kolorów:
Dark Goldenrod
Golden Globe
Dark Golden Olive

Przy użyciu bazy pod cienie Too Faced Shadow Insurance makijaż oczu trzymał się idealnie cały dzień.
Jedynym wielkim minusem jest przeogromne osypywanie się najciemniejszego cienia Dark Golden Olive.
Nie udało mi się usunąć cienia spod oka pędzlem (cienie się rozmazały i zrobiłam piękną, klasyczną pandę), musiałam zmyć wszystko płynem do demakijażu razem z kremem bb i korektorem, a potem nałożyć krem i korektor po raz drugi.
Jestem pozytywnie zaskoczona jakością cieni. 
Gdyby nie osypywalność, która strasznie przedłuża czas wykonywania makijażu, pokusiłabym się o sprawdzenie innych kolorów 🙂
Może kiedyś..
Buziaki!
Bez kategorii

Hollywood w moim obiektywie :)

Dzisiaj gala rozdania Oscarów. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie napisała dzisiaj posta o Hollywood.. Dlaczego? Dlatego, że ode mnie z Long Beach do Hollywood jest godzinka drogi 🙂 (niecałe 40 kilometrów)
Szybciutko przeszukałam komputer i znalazłam zdjęcia, które udało mi się zrobić w Hollywood na przestrzeni kilku lat 🙂
Zdjęcia pochodzą z moich własnych zbiorów i były robione przeze mnie albo mojego męża 🙂
Zapraszam!

rok 2006 🙂

Niektóre gwiazdy z ulicy Hollywood Boulevard:

Nicolas Cage urodził się w Long Beach 🙂

Kilka zdjęć z chodników i ulic:

rok 2006

rok 2006

sklep z pamiątkami
Część mieszkalna wzgórz Hollywood:

Odkąd pamiętam, zawsze jak wybieraliśmy się do Hollywood było straaaasznie gorąco (niezależnie od pory roku)
temperatura z lipca 2006 roku
Oglądacie galę rozdania Oscarów na żywo?
Buziaki!
Bez kategorii

Słoneczne paznokcie

Ostatnio polubiłam pastelowe kolory na moich paznokciach.
Typowo wakacyjna propozycja z użyciem dwóch kolorów.
Po lewej Sunny Side Up numer 405.
Po prawej Blazed numer 437F.

Zdjęcia robione pod koniec drugiego dnia noszenia na paznokciach.

Całkiem niezła trwałość 🙂 jak na cenę ($0,99).
Potrzeba trzech warstw każdego koloru, żeby bez prześwitów pokryć płytkę paznokcia.

Buziaki!!
Bez kategorii

O niebieskiej sukience

Dzisiejszy post nie miał być o niebieskiej sukience. 
Mało tego- nie miałam zamiaru pisać dzisiaj o żadnej sukience. Miałam w planach pokazać Wam jak wyglądają ulice Long Beach (miasta w którym mieszkam) z perspektywy kierowcy. 
Zastanawiałam się gdzie pojechać, żeby pokazać Wam jak najwięcej. Przypomniało mi się, że mam do oddania nadwyżkę koralików z ostatniej wizyty w Michaelsie (kupiłam za dużo perełek i wiem, że gdybym je zostawiła ‘na później’ leżałyby miesiącami i w końcu i tak nic bym z nich nie zrobiła)
Zdecydowałam, że pojadę do Lakewood Mall, w którym jest mój najbliższy Michaels. Lakewood to miasto a Mall to duże centrum handlowe (tak jak galeria w Polsce). 
Postanowiłam, że będę robić zdjęcia podczas czekania na czerwonych światłach po drodze. Jak się pewnie domyślacie, trafiałam przeważnie na zielone światła, i cały mój misterny plan poszedł… ..
Mam wprawdzie kilka zdjęć, ale szału nie ma.. 😉 Nie ukrywam, że było to też stresujące, bo tutaj nawet za trzymanie telefonu w ręku za kierownicą grożą wysokie mandaciska, około $250-$300 
‘Phone it one hand- ticket in the other’ (telefon w jednym ręku- mandat w drugim) to kalifornijskie hasło przeciw używaniu telefonów podczas jazdy.
Po ogarnięciu spraw w Michaelsie, przypomniało mi się, że w Lakewood Mall jest sklep, do którego zapałałam ostatnio wielką sympatią. Nordstrom rack (outlet trochę wyższej klasy niż np. ROSS)
Zanim wylądujemy w przymierzalni w Nordstromie pokażę Wam zdjęcia z ulic Long Beach.
 Chevrolet Camaro 🙂
lubię jeździć za takimi samochodami, bo jest duże prawdopodobieństwo, że nie będą się wlec jak żółwie 😉
ten jechał całkiem przyzwoicie 🙂
tutaj roboty drogowe nie ciągną się tygodniami- czasami kilka godzin, czasami kilka dni- nie dłużej
 zawsze jeżdżę z moim misiem na pasie 🙂 jest zbawienny w cieplejsze dni, kiedy nie noszę kurtki i pas strasznie wbija się w szyję..
tak mam jak świeci słońce 🙂

 

aż bałam się zrobić temu panu zdjęcie (jakby na mnie spojrzał, to pewnie zsunęłabym się między pedały 😉
żeby nie było, że to podczas jazdy 😉 na liczniku zero mil na godzinę 😀 (czerwone światło niespodziewanie szybko zmieniło się na zielone 😉

w międzyczasie się rozchmurzyło (już dawno się nauczyłam, że wychodząc z domu w całkiem pochmurny dzień trzeba brać ze sobą okulary przeciwsłoneczne, bo najprawdopodobniej się rozpogodzi)
 Lakewood Mall
Nordstrom!
Do sklepu pojechałam z myślą o kupieniu sobie czegoś z długim rękawem. Swetra, bluzy, koszulki- czegoś ciepłego. Nic mnie nie zachwyciło. Już chciałam wychodzić, ale pomyślałam, że dawno nie oglądałam sukienek 🙂
Było kilka ciekawych, więc wybrałam te, które najbardziej wpadły mi w oko, i poszłam mierzyć 🙂
jeszcze przed mierzeniem 🙂
moja ulubiona kurtałka z Polski 🙂 jeszcze kilka tygodni temu się w niej całkowicie nie dopinałam 😀 wzięłam się za siebie i proszę 🙂 można? można!
sukienki, które mierzyłam

zwiewna czarna odcinana w talii

kremowa ‘kornkowa’ odcinana w talii

niebieska, która na wieszaku wyglądała niezbyt atrakcyjnie (spodobały mi się rękawki i detal przy dekolcie- dlatego zdecydowałam się ją zmierzyć)

zwiewna różowa odcinana w talii
Kremowa koronkowa po zmierzeniu nie zasłużyła na dalszą uwagę 😉
Dwie zwiewne odcinane w talii miały dokładnie taki sam fason ale różne kolory.
Wyglądałam w nich tak:
Góra OK, ale długość nie moja 🙂 Mam pulchne kolana 🙂 i nie za bardzo lubię je prezentować. Gdyby sukieni były dłuższe (chociażby do kolan), pewnie bym sobie którąś sprawiła 🙂
Czas na gwiazdę posta:
Zakochałam się w niej od pierwszego zmierzenia 🙂
Cudny dekolt, świetnie dopasowana..
Długość zdecydowanie lepsza niż w czarnej i różowej 🙂
Kolor chabrowy- lubię 🙂
Nie zastanawiałam się długo, zważywszy, że cena nie mogła być już chyba lepsza.
Tak wyglądają zdjęcia, które zrobiłam po powrocie do domu:

nie słyszałam o tej marce wcześniej (być może jest to jedna z wewnętrznych nordstromowych marek)
I na koniec cena 😀
ze $118 na $17.70 plus podatek
yeah!
$100,30 oszczędności 🙂
to lubię!
Na koniec napiszę, że nie orientuję się w tym, co będzie modne w tym sezonie. Najzwyczajniej w świecie mnie to aż tak nie interesuje, a tym bardziej nie wpływa na moje decyzje zakupowe 🙂 
Z obserwacji wiem, że bardzo można się skrzywdzić (wizerunkowo) ślepo podążając za trendami. Nie jest sztuką kupić sobie modną rzecz/rzeczy na jeden sezon (a potem zastanawiać się co z nią/nimi zrobić- bo np. wąsy i sowy już są niemodne, a na ich miejsce wskoczyły listki, gwiazdki, kocie pipki i skórzane legginsy)
Najważniejsze to wiedzieć w czym się najkorzystniej wygląda i kupować rzeczy ponadczasowe.
Buziaki!
Bez kategorii

TAG moje kosmetyczne dziwactwa i sekrety

TAG przyszedł do mnie od rainy girl is me 🙂
5 moich sekretów i dziwactw kosmetycznych
1
sekret

Pełen makijaż gości na moim licu prawie codziennie dopiero od niecałych trzech miesięcy. Do tej pory praktycznie się nie malowałam.. Tusz do rzęs był moim pierwszym i ostatnim kosmetykiem kolorowym po który sięgałam od czasu do czasu. I to też nie codziennie.. Może dlatego cały czas nie miałabym problemu wyjść na ulicę kompletnie bez makijażu 🙂
2
sekret

Nie umiem rozszyfrowywać składów kosmetyków. Wstyd. Bardzo chciałabym trafić na gotową listę większości składników kosmetycznych z zaznaczeniem które są cacy, które neutralne, a które są be.
Jak ktoś coś wie to poproszę o namiary 🙂 Nauczę się na pamięć i będę spokojniejsza o to czego używam.
3
sekret

Sama robię niektóre kosmetyki. Peelingi tak jak większość z Was 🙂 Mydła (glicerynowe i metodą na zimno), musujące bomby do kąpieli. Jednak moim faworytem i moją wielką dumą jest balsam do ust. Składa się z czterech składników i jest najcudowniejszym wynalazkiem pielęgnującym jakiego moje usta zaznały 😉
Wosk pszczeli, olej ze słodkich migdałów, olej rycynowy i odrobina miodu. To wszystko.
4
sekret
Namiętnie oglądam kanały kosmetyczne na YouTube. Mam kilka ulubionych oraz kilka które oglądam, mimo, że trochę działają mi na nerwa 😉 ale są tam bardzo przydatne rzeczy. Dzięki dziewczynom z YT nauczyłam się podstaw makijażu. Rewelacyjne tutoriale i wskazówki, ulubieńcy i buble, denka i haule. 
Blogi też są świetne (nie smutajcie), ale same przyznacie, że dzięki filmikom łatwiej nauczyć się malować oko niż patrząc na zdjęcia 😀
sekret w sekrecie

Często korci mnie, żeby samej zacząć robić filmiki na YT. Troszkę się jednak boję, że będę chciała dobrze, a wyjdzie mi to mniej więcej w takim klimacie:
5
sekret (a może dziwactwo?)

Utrzymuję moje kosmetyki (ze szczególnym uwzględnieniem ich opakowań) w czystości. Na bieżąco. Z szacunku do samej siebie. Wiem, że nagromadzone resztki kosmetyków na zakrętkach i wieczkach nie tylko są strasznie niemiłe dla oka, ale też są siedliskiem wszystkiego co paskudne dla zdrowia.
W tym miejscu pojawiają się moje spostrzeżenia z innych blogów. Nie wnikam jak inni traktują swoje kosmetyki, ich sprawa. Ale kiedy przychodzi czas na recenzję i opis produktu ze zdjęciami, które mają zachęcić do ich kupna (szczególnie wtedy, kiedy kosmetyk został za darmo przysłany do testowania) to na wszystkie świętości- dlaczego to jest takie USYFIONE oraz OBRZYDLIWIE WYSMAROWANE I OBKLEJONE produktem???
Nie pojmuję.. 
Ja rozumiem, że może trzeba jakoś udowodnić, że produktu się używało- ale w taki sposób?
Ehhh.. Może jestem przewrażliwiona..
Czujcie się wszystkie otagowane, bo to fajny tag jest 🙂
Buziak!
Bez kategorii

ajfon miks #2

Zrzut zdjęć mobilnych #2
list od rodziców  😀  (Mamuś :*)
Ulice Long Beach:

pora deszczowa
tego dnia nie spadła z nieba ani jedna kropla 😉
sztuka uliczna

Tajemniczy ogród:

tajemniczy ogród w moim budynku

aloes
budynkowe drzewko, które kwitnie tylko zimą

love
bukszpanowe drzewko

fontanna, którą codziennie słyszę przez łazienkowe okno 🙂


Różności

zakaz krążenia 😉
po drugiej stronie ulicy o zmroku.. 😉
suszi dla cieniasów (bez surowej ryby 😉

mój ukochany bok-choy z czosnkiem (kapusta chińska)

Wieczory cytrusowe:
grejfrucik 😉
blood orange i klementyny
owocki lokalne 😉
Dwa kwiaty wariaty
od rodziców (kwitnie nieprzerwanie już 3 raz)

piegus jak ja 😀

love

nowy członek parapetowego towarzystwa- prezent urodzinowy od pana Męża 🙂

Zakupy 😀

pomysł na prezent dla dzidziusia (pierworodnego synka brata mojego męża 😉
takie tam w Nordstrom Rack (nic nie kupiłam 😉
Buziaki!